wtorek, 29 grudnia 2015

Po co ? Dlaczego ?

Po co się uczymy, zdobywamy nową wiedzę ? Dlaczego ćwiczymy ? Co nam to da ? Jest nam to potrzebne ? A może ktoś nas do tego zmusza ? Robimy co nam każe ? Możliwe, że jest to nasza praca, albo po prostu sprawia nam to przyjemność ?
Pytań może być bardzo dużo, a odpowiedzi mogę się bardzo od siebie różnić, zależnie od osoby, która będzie odpowiadała.
Dzisiaj to ja odpowiem na te pytania, ale na początek mały wstęp.
Tak jak już zapowiadałam w poprzednim poście, nadejdą wielkie zmiany. Właśnie to jest ten czas !
Cofnijmy się kilka lat wstecz, kiedy to nie byłam tą samą osobą co jestem teraz. Zawsze powtarzałam, że ludzie się nie zmieniają. Przepraszam, myliłam się. Patrząc na dawną siebie i porównując do obecnej to mogę powiedzieć, że zrobiłam ogromny krok do przodu w samorozwoju. Ale to oczywiście nie jest jeszcze koniec, dalej będę dążyć do lepszej siebie. Nie przedłużając. Kiedyś byłam cichą, szarą myszką. Bardzo wstydliwą. Pozwalałam wszystkim sobą pomiatać. Głupie docinki ze strony rówieśników, były dla mnie bardzo krzywdzące, po czym często się załamywałam i traciłam wiarę w to co robię. I później zaczynałam od nowa. Tylko, że za każdym razem jak szłam do przodu o dwa kroki to cofałam się o pięć. Nie patrząc na błędy jakie zrobiłam, zapominając o tym. Idąc "do przodu" na ślepo, bez określonego celu. Natomiast dziś, w tym momencie gdzie się znajduję wiem co chcę zrobić, co osiągnąć i wiem, że nikt mi w tym nie przeszkodzi, nawet JA.
Pewnie jeszcze nie wiecie do czego próbuję nawiązać :) Spokojnie już tłumacze. Większość znajomych, rodziny pamięta mnie jako tą pulchniejszą dziewczynę z grubszymi nogami i większym tyłkiem niż wszyscy. Znajdą się też tacy co pamiętają Sandrę z wielką paczką chipsów w dłoni, albo nadgryzionym pączkiem. Od zawsze chciałam to zmienić. Powtarzałam, że schudnę, wezmę się  za siebie. Albo po prostu nic nie robiłam i tłumiłam smutki zajadając się czekoladą albo innymi kalorycznymi rzeczami. Bo wtedy jeszcze tak w siebie nie wierzyłam. Brałam sobie do serca jak ktoś mi mówił, że nie dam rady. Nie podejmowałam tej walki. Byłam wtedy przegrana. Moim wytłumaczeniem zawsze było, że to genetycznie tak jest i nie mogę zmienić swojego wyglądu, ale nie oszukujmy się, moja mama w moim wieku była bardzo szczupła, reszta rodziny także. Więc jedyne co musiałam zrobić to uwierzyć w siebie i zacząć działać. Tak jak w fizyce jest AKCJA, potem następuje REAKCJA. W tym przypadku jest tak samo, jeśli sami nie zaczniemy działać, nie wykonamy żadnego ruchu w tym kierunku, to nic się nie wydarzy.
Cały czas coś próbowałam, ale potem przestawałam, bo po prostu nie chciało mi się, brakowało mi tej motywacji, tej iskierki która zacznie płonąć coraz bardziej z każdym dniem.
Przed świętami już zaczęłam swoją dietę, wytrzymałam tydzień. Nie dlatego, że była ona aż tak rygorystyczna, ale dlatego, że jeszcze do końca  nie wiedziałam czy tego chce. DZIŚ JUŻ WIEM !
I nie robię tego dla kogoś. Nie po to żeby przypodobać się komuś, bo nie potrzebuje czyjejś aprobaty, bo to jest moja decyzja, to ja za nią odpowiadam. To ja oczekuje efektów. Przed sobą będę się spowiadała z każdego grzeszku i to ja potem będę go żałowała.
Więc mogę albo w to wejść w 100 % i dążyć do doskonałości, do której bardzo długa droga i nie będzie to łatwe, albo mogę na samym początku już się poddać.
Ja wybieram tą pierwsza opcję ! Bo mój obecny charakter nie pozwala na inną. Tak więc zaczynam walkę z samą sobą, ze swoimi słabościami.


DO BOJU !!!

Oczywiście Ci, którzy sprawdzają mojego bloga będą na bieżąco informowani co się dzieje i jakie są efekty. Więc jedynie mogę was zaprosić do śledzeni mojej strony.

A teraz trochę z mojego dnia ...







A tutaj już wcześniej przygotowane cztery posiłki na prawie cały dzień ...


czwartek, 24 grudnia 2015

Świąteczny czas

Więc tak. Dziś jest ten Wielki Dzień. Wigilia, na którą czekałam od bardzo dawna. W sumie pierwszy raz nie mogłam się aż tak doczekać. Wiecie dlaczego ? Bo spędzę ją w gronie bardzo skromnym, ale za to będą to osoby dla mnie najbliższe (mówię o rodzicach i siostrze). Cisza i spokój w domowym zaciszu. To są święta o których zawsze marzyłam. Ten okres kiedy jesteśmy już starsi i mamy już inne priorytety. Jak byliśmy dziećmi to najbardziej liczyło się dla nas to, że przyjdzie Święty Mikołaj i rozda nam prezenty, gdzie wcześniej trzeba było zaśpiewać jakąś znaną nam kolędę. Dziś jest inaczej, tak jak już rozmawiałam o tym z rodzicami, że prezenty według mnie to już tylko taka "niepotrzebna formalność". Dorosłam. Ciepło rodzinne, możliwość spotkania się, zjedzenia razem kolacji przy jednym stole, bez hałasu, jedynie melodie świąteczne przebijają się w tle. I najważniejsze ... rozmowa, swoje przeżycia, wspomnienia. Coś wspaniałego. Tak to są TE  święta !
To tak tylko na wstępie. Oczywiście do domu przyjechałam już dwa dni wcześniej, żeby pomóc w przygotowaniach do tego wielkiego dnia. Porządki, gotowanie, pieczenie. W końcu można było się wykazać, we wspaniałej kuchni w domu, a nie tej w akademiku ...
Od kilku dni w Naszym domu można było usłyszeć kolędy, od tych tradycyjnych melodii, kończąc na góralskich rytmach. Wreszcie poczułam tą MAGIĘ ŚWIĄT.
A dziś hmm ... mój dzisiejszy dzień był bardzo pracowity. Od rana jak wstałam i zjadłam śniadanie tak do godziny 13:30 nie wychodziłam z kuchni. Pierwszy raz w życiu robiłam krokiety ... Tak wiem, jestem mistrzem naleśników a krokietów nie robiła, no cóż zdarza się i najlepszym. Mogę jedynie się pochwalić, że wyszły mi idealne. Następnie poszłam na wigilijny trening a mianowicie godzinka biegu, potem szybko trzeba się ogarnąć i czas na jedzeeenieeee :)
A jakie mam przemyślenia ...
Mogę tylko powiedzieć, że rok 2016 będzie moim rokiem, to będzie czas wielkich zmian. W sumie zaczną się one już po świętach. No dobra zaczęłam je wcześniej, ale przez ostatni tydzień nie miałam na nic niestety czasu i to wszystko poszło się ...
Więc zacznę na nowo od razu po świętach. Dużo nie będę zdradzała, bo w sumie nie ma co. Teraz na blogu będę pojawiała się częściej w związku z moimi przyszłymi planami. Więcej oczywiście będzie na moim SNAPIE : BENDZINOWA. Więc spokojnie Misie Pysie, Wonska Gonska o was zawsze pamięta ! :)
A z okazji tych wspaniałych świąt ...
Chciałabym Wam życzyć spokoju ducha, standardowo szczęścia i radości.
Dużo motywacji, determinacji i siły do spełniania swoich największych marzeń.
Umiejętności wyciągania wniosków z naszych porażek, których życzę też żeby było ich jak najmniej oczywiście !!!
I aby te święta spędzić w gronie nam najbliższym.
WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI ! ;)

A teraz niech z tradycji stanie się zadość o 20 rodzinne oglądanie !!! Dziś na ekranie będzie film "Listy do M."