czwartek, 10 września 2015

I'm #flawless !

Gdy przychodzimy na świat to jesteśmy czyści. Pod względem duchowym oczywiście. Jesteśmy bez skazy. Żadnych wad naszej duszy i charakteru. Dopiero potem to wszystko się w nas rodzi. W przedszkolu już zaczynamy być na przykład samolubni, nie chcemy się dzielić zabawkami z innymi. Chociaż jest wtedy jedna zaleta w tych małych dzieciach. Zawsze powiedzą ci prawdę.
Ale idąc dalej etapem jakim dorastamy to przychodzi czas szkolny, podstawówka, a potem gimnazjum. Wtedy rodzi się kłamstwo. Najgorsze co może być, bo to wszystko zaczyna się od małego drobnego kłamstewka na przykład o jedynce z matematyki. Potem nam już to wchodzi w nawyk i kłamiemy coraz więcej i więcej. Potem poznajemy nowe towarzystwo. Kolegów/koleżanki ze starszych klas. Chcemy im się przypodobać. Zaczynamy robić to co oni, a tym samym to co jest sprzeczne naszej naturze, sprzeczne temu jak nas rodzice wychowują. Popadamy w różne nałogi. W tych czasach jakich obecnie się znajdujemy widok czwartoklasisty z papierosem w dłoni jest na porządku dziennym. Albo dziewczyny, w których wypowiedzi słowo "K@#$%@ " (wszyscy wiemy o jakie słowo chodzi) jest używane jako przerwa pomiędzy jednym słowem a drugim.
Co się dzieje ?!
Przecież byliśmy idealni ?!
Często nie widzimy tych swoich wad, które czasami mogą ranić innych. Sama też mam wiele. Nie życzę nikomu poznać #SukiSandry, chociaż ... pare osób miało już tą przyjemność.
Do czego zmierzam. Potrafimy ukrywać swoje wady w taki sposób, że ludzie widza nas z innej strony i tolerują naszą pierwszą część, tą którą zawsze prezentujemy. Możemy być wspaniałą dziewczyną, kochająca i uprzejmą, spokojna i mądrą. Ale wystarczy jedna rzecz, gest, po prostu impuls i zmieniamy się o 180 stopni. I z tej perfekcyjnej dziewczyny zamieniamy się w szaloną, pijącą do oporu, łatwą, wulgarną, wredną i chamską laskę.
Czy to źle ? Czy nam to przeszkadza ? Problem w tym, że nie bardzo. Przecież nie możemy się zmienić. Tacy jesteśmy i tacy będziemy.
Chociaż te skazy nie są tylko w płci żeńskiej. Tak drodzy panowie to też się was tyczy.
Największym fenomenem wśród was jest nazywany przeze mnie system zmianowy. Chociaż są przypadki, że u dziewczyn też się to zdarza. Ale skupmy się na was :)
System zmianowy, czyli raz z jedną dziewczyną, a raz z drugą. Zależnie, która i kiedy ma czas.
Ja się pytam dlaczego ?! Czy wy serio myślicie, że nasze bystre oko detektywistyczne nie dojrzy tej drugiej ? haha BŁĄD ! Tylko, że jak już się dowiemy to niestety nas to boli. Ale najlepsze w tym jest to, że nie widzicie w tym nic złego.
Po co ten post, dlaczego taki temat ?

Nikt nie jest doskonały. Mamy dużo zalet, ale wad niestety jeszcze więcej. Więc albo zaczniemy je zauważać i próbować coś poprawić. Albo dalej będziemy tkwili w tej swojej wspaniałości, jednocześnie zakładając innym ludziom klapki na oczy nie pokazując jacy naprawdę jesteśmy.



Dobra, dobra koniec rozważań, przemyśleń i smętów. Teraz Wonska Gonska wjeżdża z nowym przepisem !!! A na talerzu dzisiaj ....

Gryczane kotlety z tuńczykiem
Całość w sobie ma: 825 kcal, B - 68g, WW - 69g, T - 31g
Z tej porcji wyszło 8 średnich kotletów, czyli ok 104 kcal na jedną sztukę.


Składniki jakie potrzebujemy:
  • 1 torebka kaszy gryczanej
  • 1 papryka (obojętnie jaki kolor)
  • natka pietruszki
  • 2 łyżeczki musztardy sarepskiej
  • 1 puszka tuńczyka w sosie własnym (odsączyć)
  • 3 małe jajka kurze
  • olej do smażenia
  • przyprawy (sól, pieprz, czosnek granulowany)
Kaszę gotujemy tak jak jest na opakowaniu. Odsączamy z wody i zostawiamy do wystudzenia.


Pietruszkę myjemy i kroimy drobno. Natomiast paprykę myjemy i usuwamy gniazda nasienne. Kroimy w drobne paski, kostkę.



Dodajemy odsączonego tuńczyka. Dodajemy musztardę. Mieszamy wszystko razem w misce. Doprawiamy do smaku. Wbijamy jajka. mieszamy wszystko razem. Formujemy z tego średnie kotlety i smażymy z dwóch stron.



Podajemy zależnie już od naszej wyobraźni.


SMACZNEGO !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz