środa, 27 stycznia 2016

What is your goal ?!

Według mnie jest to bardzo ważne pytanie. Bo jednak od tego zależy nasza przyszłość, jaką ścieżkę wybierzemy w życiu. "Jaki jest Twój cel?" . Co chcesz robić w życiu ? Jak chcesz je przeżyć ? Zadając Wam teraz te pytania mnie także dopada chwila na myślenie. Czy na pewno znajduję się w miejscu, w którym chciałabym być. Czy aby te wszystkie codzienne czynności sprawiają, że moje życie nabiera sensu. Wiecie co ... czasami taka chwila zastanowienia jest nam bardzo potrzebna. Przykład. Rok, dwa lata temu robiąc to co wtedy robiłam twierdziłam, że tak to jest to. Faktycznie było to związane ze sportem. Tu się zgodzę, w sumie to na pierwszy rzut oka bardziej to wiązało z tym moją przyszłość. Ale ..... no tak, zawsze jest jakieś "ale".
Przychodząc na świat nie mamy żadnych planów. Nie wiemy jak będzie wyglądało nasze życie. Przez pewien okres to rodzice podejmują za nas decyzje. Próbują nas ukierunkować. Na wspaniałych ludzi znających swoją wartość. Nastawiając nas na to , że wykształcenie jest najważniejsze, bo bez tego nie dostaniemy pracy i nie damy sobie rady. Ale w międzyczasie poznajemy coś nowego. Uczymy się czegoś innego. Zaczynamy odkrywać swoje pasję, zainteresowania. Często różnią się od kierunku w jaki pchają nas nasi rodzice i najbliżsi. WYZNACZAMY SOBIE CEL. Czy musimy go mieć ? Nie wiem, ale według mnie życie bez celu nie ma sensu. Po coś musimy żyć, prawda ? Zwykłym egzystowaniem mogą poszczycić się na przykład rośliny ... chociaż nie, one też mają swoje cele. Schronienie dla innych stworzeń, dostarczają nam tlenu. Więc nie bądźmy gorsi. Znajdźmy sobie to COŚ. Coś co będzie nam kazało wstać rano i być po prostu najlepszą wersją siebie każdego dnia i z każdym kolejnym być jeszcze lepszym niż dzień wcześniej. Tak, o dziwo da się. Wystarczy tylko chcieć. Zaprzeć się w sobie "Kurde innym się udało spełnić swoje marzenia, więc dlaczego mi miałoby się nie udać?"
Wielu z nas idzie na studia takie, żeby później mieć tylko dobrze płatną pracę, albo po to żeby pokazać rodzicom, że jednak nie jesteśmy tacy głupi. Tylko po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że przecież żyjemy dla siebie, po co mamy robić to dla kogoś, kogo później może nie być. Później my będziemy żyli tym życiem, nikt przecież za nas tego nie zrobi. Więc dlaczego by nie rozwijać się w tym kierunku, który nas interesuje. Przykład. Pewna osoba idzie na studia kompletnie mijające się z jego pasją. Fakt faktem kończy je z dyplomem. Następnie jego pasja zaczyna schodzić na drugi plan, bo przecież żeby być dobrym w swoim fachu trzeba się dokształcać. Wiąże się z tym ograniczenie czasowe na przyjemności. W końcu zapominamy już całkowicie o tym co nas napędzało, coś co nas cieszyło, o naszej pasji. Jesteśmy zwykłym szarym człowiekiem egzystującym na naszej planecie tak jak inni szarzy ludzie. Więc dlaczego tego nie zmienić? Pomyślcie chwile ...
Wybraliśmy już swój kierunek w życiu, związany z naszym zainteresowaniem. Rozwijamy się w tym, stajemy się lepsi, dokształcamy się na tej płaszczyźnie, spełniamy swoje marzenia. Stajemy się najlepsi w tym co lubimy i wiecie co ? Z tego też da się wyżyć. Chcemy zostać najlepszym bokserem, tancerką, wioślarzem, zawodnikiem sportów sylwetkowych, więc to robimy. Jak wam się podoba ta wizja ? Mnie ona ogromnie ona napędza ! Więc co musimy jedynie zrobić ? Nie czekamy aż pochłonie nas szara rzeczywistość, bo później będziemy tak jak większość "Polaków cebulaków" narzekać na nieszczęsny nasz los i na nasz rząd. Zbieramy się w sobie i co ? .....
ZACZYNAMY SPEŁNIAĆ SWOJE MARZENIA !




Tak o dzisiaj rzecze Wam Wonska Gonska :*


środa, 13 stycznia 2016

SOS !!!

"Cześć ćwiczę cały czas. Robię ponad 200 brzuszków dziennie. W ogóle nie widzę żadnej różnicy, a przecież mój brzuch powinien być szczuplejszy. Co robić?"
Wiele razy spotkałam się z takimi pytaniami na różnych forach. Chociaż przyznam się szczerze, że kilka lat temu sama wierzyłam w magię cudownych "brzuszków". Ale z czasem kiedy bardziej interesowałam się tematem fitnessu i siłowni to wtedy moja wiedza na ten temat się zwiększała i na chwilę obecną już wiem jaki jest złoty klucz.
Ostatnio w pracy spotkałam się z tym, że jedna z klientek zainteresowana kupnem roweru stacjonarnego zapytała mnie czy jeżdżąc na rowerze wyrzeźbi sobie i schudnie z brzucha. Jak ona to powiedziała "bo przecież jestem cały czas pochylona".  Szczerze to w tamtym momencie trochę zgłupiałam i musiałam się chwilę zastanowić. Doszłam do wniosku, że w czasach gdzie Chodakowska i Lewandowska są wszędzie i reklamują zdrowy i aktywny tryb życia to nie wszyscy ludzie są jeszcze uświadomieni podstawowych zasad jakie trzeba znać, a przynajmniej słyszeć o nich zaczynając swoją "zdrową przygodę".
Więc dlatego powstał ten post !!!
Pewnie nie raz słyszeliście, że sukces to 70% diety, a tylko 30% to są ćwiczenia. Z tym oczywiście się muszę zgodzić. Kiedyś sama nie zwracałam uwagi na dietę. Myślałam że jak pieczywo białe zamienię na pełnoziarniste, biały ryż zamienię na brązowy i tak samo z makaronami. To od tego będę szczupła. I wiecie co ? Nie podziałało. Dalej byłam taka sama. Dlatego, że jadłam takie same porcje, a czasami nawet większe. Nie zwracałam uwagi na to, że mój organizm potrzebuje innej ilość kalorii spożywanych w ciągu dnia niż na przykład mój tata, albo znajomi. Każdy organizm jest inny jak wiemy.
Więc Pierwszą najważniejsza sprawą jest dieta dobrana specjalnie dla nas. Wyliczone dzienne zapotrzebowanie na białko, węglowodany i tłuszcze, to wszystko możemy wyliczyć na podstawie naszej wagi.
Kolejną ważną rzeczą jest aktywność fizyczna. I samymi brzuszkami nie schudniemy, tak samo jak przysiadami. Możemy jedynie wzmocnić swoje mięśnie i zacząć powoli rzeźbić swoje ciało. Ale tkanka tłuszczowa dalej będzie. I tutaj z pomocą przychodzi nam trzecia sprawa.
Aeroby, czyli inaczej trening tlenowy. Podczas takiego treningu jest dostarczana strasznie duża ilość tlenu do naszych mięśni, dzięki czemu mogą one pozyskiwać energię ze spalania takich związków jak tłuszcze i białka. Ten trening jest trening polecany najbardziej tym osobom, które chcą się pozbyć niepotrzebnych kilogramów. Intensywność tego treningu zazwyczaj mieści się w przedziale 55% do 85% naszego tętna maksymalnego. Bardzo ważny jest także czas takiego treningu. Zazwyczaj powinno się go wykonywać w przedziale 40-90 minut, ponieważ dopiero po 30 minutach nasz organizm zaczyna czerpać energię z tłuszczy. Wcześniej natomiast pobiera tą energię z glikogenu mięśniowego.
To są najważniejsze zasady, których powinniśmy się trzymać.
Ale oczywiście jesteśmy wszyscy ludźmi i czasami też mamy ogromną ochotę na coś słodkiego. Coś innego niż kurczak i ryż z warzywami :) .
Dlatego z pomocą przychodzę Wam ja !!! Przeglądając jakiś czas temu różne strony internetowe natknęłam się na genialny przepis. Jest to brownie czekoladowe, ale uwaga .... jest ono z batatów. Na początku się bałam, że może jednak trochę dziwnie smakować. Ale oczywiście kto nie spróbuje ten się nigdy nie dowie ! Więc oto i on ... przepis na ...

Mocno czekoladowe brownie z batatów


Składniki:
  • 600 g batatów
  • 6 białek jaj
  • 2 całe jaja
  • 1 dojrzały banan
  • 50 g czekoladowej odżywki białkowej (można pominąć)
  • 40 g gorzkiego kakao
  • 50 g mąki ryżowej
  • szczypta proszku do pieczenia
  • kilka kropli aromatu do ciasta (ja użyłam waniliowego)

Bataty oczywiście obieramy i gotujemy wcześniej aż będę miękkie, odcedzamy i zostawiamy do ostygnięcia.


Następnie łączymy je z resztą składników i blendujemy je na jednolitą masę.


Przygotowaną masę wylewamy na wcześniej spryskaną sprayem do smażenia lub posmarowaną trochę tłuszczem blaszkę. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni i pieczemy 20-25 minut pilnując żeby się nie przypaliło. Polecam potem wstawić ciasto do lodówki, żeby brownie dobrze się związało.
Ja na wierzch ciasto na koniec nałożyłam trochę kremu orzechowo-czekoladowego do osłody. Możemy to pominąć.


SMACZNEGO !!!


niedziela, 10 stycznia 2016

Gdy słowo się rzekło ...

Pierwszy tydzień stycznia już za nami. Wiele sobie postanowiliśmy na ten rok, ja także. "Nowy rok, nowa Ja" ile razy już to słyszeliśmy prawda ? U większości zazwyczaj kończyło się po tygodniu dwóch. Tym co wytrzymali aż miesiąc należą się ogromne brawa. Tylko co dalej ? Nie możemy dalej naszego postanowienia pociągnąć ? Przecież są efekty i nie tylko my je zauważamy. Po paru miesiącach nie będzie to dla nas już ciężarem tylko codziennością. Czy nie o to właśnie chodzi ? Żeby robić postępy ? Być lepszym niż byliśmy wcześniej?
Jedni sobie postanowili, że w 2016 nie będą pili alkoholu, inni nie będą jedli słodyczy w styczniu ( bezpieczny termin dotrzymania postanowienia ) , inni postawili poprzeczkę trochę wyżej. W 2016 schudnę i będę wysportowana/ny. Co za tym idzie ? Więcej wyrzeczeń.
CZAS NA HISTORIĘ Z MORAŁEM, bo dawno nie było :)
Część z Was wie, że zawiesiłam swoją karierę wioślarską jakiś czas temu. Nie ma potrzeby się rozpisywać w tym temacie, dlaczego to zrobiłam, czy nie żałuję, czy wrócę do tego. Odpowiedź jest prosta. Jak na razie czuję się bardzo dobrze z tym co robię obecnie. Ale wracając do naszych postanowień. Wiele razy słyszałam, że łatwo jest mi mówić, bo dla mnie to nie jest problem wstać na trening, zjeść zdrowe posiłki. I wiecie co ? Mieliście rację. Ale tak było do czasu jak trenowałam wioślarstwo. Zawsze miałam trenera nad sobą, który mnie pilnował, na każdym treningu był przy mnie, poprawiał mnie, czasami nawet liczył powtórzenia na siłowni, a o cotygodniowej wadze nie wspomnę już. Ale wiedziałam także, że jak zdobędę jakiś tytuł to będzie to także i jego zasługa bo razem nad tym pracowaliśmy. Teraz jest inaczej To ja jestem kowalem własnego losu i to ode mnie zależy czy zrobię ten trening, czy zostanę w łóżku objadając się chipsami.
Dzisiejszy dzień był TYM dniem, w którym wszystko dookoła mówi nam żebyśmy odpuścili, bo przecież nie widać efektów. Właśnie wtedy przydałby się taki trener, który wpadnie do naszych pokoi, wygoni nas z łóżka i nie pozwoli nam zawalić to wszystko co już wypracowaliśmy.
Dzisiaj niestety nikt taki do mnie nie przyszedł....
Dzień wcześniej już sobie zaplanowałam że parę minut po 11 pójdę na tramwaj żeby pojechać na siłownię. Do godziny 10:53 leżałam jeszcze w łóżku, torba na trening nie była spakowana. Już miałam w głowie te myśli. "Przecież nic się nie stanie jak dzisiaj nie pójdę na trening. Świat się od tego nie zawali. Najwyżej jutro zrobię mocniejszy." W jednej chwili włączyła się we mnie SukaSandra (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi), dla laików - byłam bardzo zła. Wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego, ale czułam się jak bomba, która za chwilę może wybuchnąć. No nic. Nie marnowałam czasu. Wyrwałam szybko z łóżka, torba była spakowana w dwie minuty. Wiedziałam, że jak nie rozładuję tej złości na siłowni to może się dla mnie źle skończyć. Jadąc tramwajem nosiło mnie jak po dobrej przedtreningówce. Wchodząc na siłownię wiedziałam, że dzisiaj nie jest dzień na odpuszczanie...
I wiecie co ?
To był najlepszy trening jaki kiedykolwiek zrobiłam.
Słyszałam wiele opowieści, jak to ktoś miał gwiazdki przed oczami w trakcie treningu, myślał, że zaraz zwymiotuje itd. W końcu tego doświadczyłam. Najlepsze uczucie, bo wiem że dałam z siebie wszystko. Tak zwane sięganie swoich granic możliwości, pokonywanie ich.
Satysfakcja po skończonym treningu była ogromna. I własnie dla takich chwil to robię, to sprawia mi przyjemność. Faktycznie .... byłam bardzo zmęczona, ale ta świadomość, że tego dnia nie odpuściłam trzymała mnie do końca dnia.
Po co ten post ?
Wiadomo, jesteśmy tylko ludźmi, mamy chwile słabości, jedni częściej, inni trochę rzadziej. Ale ustalając swój cel, plany powinniśmy znaleźć swój punkt zaczepienia, naszą "małą" motywację. Coś co nie pozwoli nam odpuścić, coś dzięki czemu będziemy przekraczać swoje granice, a na samym końcu pomoże nam cieszyć się z osiąganych efektów.
Jedni po prostu mają swojego trening partnera, z którym dzielnie walczą. Ja ... hmm można by powiedzieć, że w tym przypadku jestem samotnikiem. Zaczynając trening jestem tylko ja (słuchawki na uszach, pełne wyciszenie, skupienie, nikt mi nie przeszkadza), to ode mnie wszystko zależy. To ja jestem swoją motywacją. Miliony myśli w głowie, bijące się ze sobą. "Odpuść, po co to robisz, jesteś już zmęczona, wszystko Cię boli, już zrobiłaś wystarczająco", ale wtedy biorę głęboki oddech i robię jeszcze więcej, bo to ja jestem kowalem swojego losu w tym momencie. To ja będę miała wyrzuty sumienia jak czegoś nie zrobię. To wszystko później się odbije na moich efektach, bo może to jedno ostatnie powtórzenie będzie ważyło nad wynikiem mojej formy na koniec. Więc gdy pojawią się u was wątpliwości, to nie pozwólcie żeby one wami zawładnęły, bo może to będzie TEN DZIEŃ. Dzień od którego wszystko będzie zależało.
Podsumowując temat, bo trochę się rozpisałam. Stawiając sobie jakiś cel, powinniśmy od razu określić czy wchodzimy w to na 100%, bo sezonowe ćwiczenia nie mają sensu. Najważniejsza jest systematyczność. Znaleźć motywację, najlepiej w sobie, bo dzięki temu będziemy stawali się jeszcze lepsi nie tylko pod względem fizycznym, ale i psychicznym. Staniemy się silniejsi. To ukształtuje nasz charakter, waleczność. I najważniejsza rada .... nie uzależniajmy się od ludzi, którzy odpuszczając w swoich postanowieniach ciągną nas razem ze sobą na dół.
Jedyne co pozostaje mi do powiedzenia teraz to ...
Do boju FIGHTERZY !!!
i niech ten rok będzie rokiem wielkich zmian !!!

A teraz coś całkiem innego niż sportowy tryb życia. Ostatnio wybrałam się na zdjęcia z według mnie najlepszym fotografem. Obserwujcie ją na instagramie @_karowilk_ Dziękuję za zdjęcia !!! Zostawiam was z efektami końcowymi.












piątek, 1 stycznia 2016

Na dobry początek ...

Stało się. Rozpoczęliśmy nowy 2016 rok !!!
I co teraz ???
Hmm chyba czas rozpocząć swoje noworoczne postanowienia. Wiele obiecanek, przemyśleń, dużo energii na kolejny rok.
Może czas na szybkie podsumowanie poprzedniego roku ...
Wiele się wydarzyło. Dobrego, a także i tego złego. Dostałam dużą lekcję od życia i na pewno jej nie zmarnuję. Dowiedziałam się, że mam najlepszych przyjaciół, na których mogę zawsze polegać. Odzyskałam starą przyjaźń, która pomimo wszystkich kłótni jakie mieliśmy dalej była silna i zawsze trzymała nas razem. "Pozbyłam" się też osób, które niestety mnie stopowały i nie pozwalały działać, tłumiły mnie. Zrozumiałam także, że najważniejsza jest rodzina, której zawsze można ufać i która zawsze nam pomoże. A co najważniejsze ! Poznałam swoją wartość.
Jak wspominałam, że 2016 będzie mój, to nie myliłam się. Przynajmniej zrobię wszystko żeby tak było. Wam życzę tego samego. Żeby nic nas nie powstrzymywało przed spełnianiem swoich marzeń, celów, żeby piąć się w górę, rozwijać się. Zaufać sobie, że możemy osiągnąć wiele, pomimo różnych przeciwności, nie zwalniać tempa.
Pierwszy dzień nowego roku już na samym początku mnie zaskoczył. W końcu Wrocław nawiedziła zima. Wszędzie biało !!! Więc kochani zbieramy swoje zmęczone starym rokiem dupki i wychodzimy na dwór. Zacznijmy ten rok aktywnie !!!