czwartek, 3 listopada 2016

Małymi kroczkami

W poprzednim poście pisałam, że się poddałam. Następnie dowiedziałam się o moim urazie pleców. Ból był ogromny momentami. Ale wiecie co ? Nie byłabym sobą, gdybym usiadła na tyłku po tylu niepowodzeniach, próbach. Przecież sportem żyłam i mam zamiar dalej nim żyć. To daje mi radość.
Na Wszystkich Świętych pojechałam do domu rodzinnego - Wałcza. Spędziłam tam więcej czasu niż tylko weekend, bo aż prawie tydzień. Już kiedyś pisałam, że to miasto ma coś w sobie. Taką ładowarkę bezprzewodową wszystkich moich baterii. I jak to zwykle bywało dostałam pełno motywacji. Zaczęłam chodzić na basen. Doszkalać swoje pływanie i aż muszę się pochwalić. Część moich znajomych zna mnie z tego, że zawsze jak na treningu był basen to pływałam (dryfowałam) wolną żabką. Lecz tym razem pływam kraulem i nawet nie kaleczyłam tak tej techniki.
Pierwszy sukces !!!
Zaczęłam się ruszać. Wykonywałam codziennie aeroby. Nie ważne czy rano czy wieczorem, ale robiłam. 30 minut orbitreka (ruch tylko nogami niestety) było wystarczające, żeby po tym tygodniu zauważyć już jakieś zmiany w moim ciele.
Drugi sukces !!!
Teraz czas na kolejny wielki krok. Od pierwszego listopada zaczęłam anty cukrowy detoks. Przez 30 dni nie będę jadła słodyczy, czyt. czekolada, ciastka, cukier do napojów. Zostają mi owoce i ewentualnie miód do herbaty ( co by przeziębienie nie chwyciło, ale z głową). Dzisiaj dopiero mija 3 dzień. Wiem krótko, ale dla mnie to już dużo :). Na szczęście nie jestem z tym sama, bo w tym wyzwaniu wspiera mnie mój chłopak, który niestety też musiał się pożegnać ze słodkościami.
Dzięki temu wyzwaniu zaczęłam myśleć o słodkim, ale w tym zdrowszym wydaniu, czego dowiecie się w kolejnym poście.
Trzeci sukces !!!
Ten post jest raczej formą sprawozdania tego co ostatnio się działo.
PODSUMOWUJĄC
Żegnajcie słodkie !
Aeroby !
Zdrowe jedzenie !
Małymi kroczkami do celu.

Taki jest mój plan na najbliższy miesiąc. Ktoś się przyłącza do wyzwania ? Dla wszystkich ciekawskich jak mi dokładnie idzie zapraszam na mój SNAPCHAT: BENDZINOWA .
A ja teraz wracam do nauki. Miłego wieczoru wszystkim.


czwartek, 20 października 2016

Zawaliłam

To znowu ja ! Po długiej przerwie. Może już nie "wąska" ale Gonska będę do końca .
Przepraszam, musiałam jakimś żartem rzucić, bo ten post to nie będzie tekst motywacyjny, nie znajdziecie tutaj żadnych przepisów. Ten post będzie o mnie o tym co się działo i w sumie co jest obecnie.
Tak, powtórzę tytuł postu ... ZAWALIŁAM i to na wielu poziomach. Popełniłam wiele błędów mniejszych, większych. Starałam się ,ale na marne. Z dziewczyny, która nie wyobrażała sobie normalnego dnia bez aktywności fizycznej i zdrowego jedzenia. Dziewczyny, która była pewna siebie, nigdy nie odpuszczała, a częściej chciała utrzeć komuś nosa swoimi postępami. Zmieniłam się w typowego lenia kanapowego. Całe wakacje moją aktywność fizyczną policzę na palcach u rąk. Zdrowe jedzenie, trzymanie diety ... hmm jeśli codzienne jedzenie lodów, opychanie się słodyczami można by wziąć w nawias, który byłby niewidoczny to ... dobra nie. Jadłam dużo. Przytyłam. Tak, mam cellulit. Tak, przytyłam i tak, mam boczki, które zawsze starałam się niwelować. Mój charakter ? Tamta pewna dziewczyna gdzieś się schowała, zniknęła ... teraz jestem ja, Sandra osoba, której jest wszystko obojętne, nie potrafiąca walczyć o swoje zdanie. Ukrywająca się. Dlaczego ?
Przestałam pisać bloga dlatego, że nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam co napisać, jak Was motywować skoro sama siebie nie potrafię. Nie chciałam Was oszukiwać jak to wspaniale się u mnie wiedzie. Szczerze było mi cholernie trudno. Ukrywałam się u siebie w pokoju, momentami wstydziłam się siebie. Nawet sami rodzice nie wiedzieli co się dzieje "gdzie jest ta dawna Sandra?"
Chociaż we wrześniu nastąpił wiekopomny moment,  w którym ruszyłam swoje cztery litery z łóżka, wyłączyłam pochłaniający mnie serial i zaczęłam coś tam ćwiczyć. Na początku było fajnie. Były plany żeby znowu wrócić do wioślarstwa, ale znowu zawaliłam. Znajdowałam milion powodów żeby nie iść na trening. I wróciłam na swoje (nie swoje) miejsce.
Później zaczął się październik ...
Szansa na odkupienie swoje winy. Zrehabilitowanie się samej sobie. Bo to ja jestem sama sobie winna.
Zaczęły się treningi sekcji wioślarskiej na Politechnice Wrocławskiej. Pomyślałam że wrócę do tego sportu. Bo to wiosła były moja największą pasją i dalej są. To od tego zaczęła się moja chęć trenowania, chęć zrobienia czegoś dla siebie. pierwszy trening na wodzie, lecz zmiana strony (pływałam na lewym, a teraz zeszłam na prawe wiosło). Nie myśląc bez żadnego rozgrzania zeszłam na trening. I stało się.
Po treningu odczuwałam silny ból pleców. Więc od razu lekarz, prześwietlenie, konsultacje lekarskie. Niestety. Jeśli nie chcę w przyszłości mieć problemów to swoja działalność sportową muszę zawiesić a czas polepszenia się. Ani bieganie, ani nawet trening z własnym ciężarem ciała nie wchodzi w grę.
Więc malutka iskierka nadziei na powrót jak szybko się zapaliła, tak szybko zgasła.
Pojawia się załamanie ...
Złość na samą siebie.
Z jednej strony powinnam się cieszyć że mam szanse na wyleczenie, skorygowanie tego, bo to nie wydarzyło się na tym jednym treningu , to się ukształtowało odkąd zaczęłam wiosłować, ponieważ jak bym była dorosła to mogło się pogłębiać, mogłabym bardziej cierpieć. Ale z drugiej strony gdyby to nie wyszło teraz na jaw to może wróciłaby dawna Sandra.
Tak przechodzę obecnie kryzys, użalam się codziennie nad sobą, strasznie się krytykuję. Lecz cieszę się, że mam przy sobie osoby, które pomimo wszystko we mnie wierzą, chcą mi pomóc, wesprzeć chociażby dobrym słowem. Takie moje anioły. Rodzice, którzy zawsze mi pomogą, pomimo obecnej odległości czuję codziennie ich wsparcie. Mój chłopak, który jest ze mną na co dzień, który sam ma więcej problemów, ale znajduje czas na to żeby być przy mnie i wierzyć we mnie. Są także przyjaciele, do których mogę się odezwać i zawsze mnie wysłuchają.
Dla Was szczere DZIĘKUJĘ. Dzięki Wam powoli wracam dawna ja.
Tak więc koniec żalów i smutków. W końcu to z siebie wyrzuciłam bo odkładałam to już dłuższy czas. Uff ... czuję się jak po dobrej spowiedzi.
Od te pory będziecie mogli zaglądać tu częściej. Postaram się jakoś zająć Wam w dobrym sensie chociaż te 10 minut z życia.
Tak w ten pochmurny i zimny poranek życzę Wam udanego dnia ! :)
Wasza Wonska Gonska


środa, 13 kwietnia 2016

Suple jakich nie znacie !

Suplementy ...
Co o tym wiemy ? Z czym to się je ? Czy powinniśmy je brać ?
W dzisiejszym poście troszkę chemii Wam pokażę. Będę szczera. Poziom mojej wiedzy na temat suplementów diety nie jest wysoki, lecz postaram się przekazać Wam całą wiedzę jaką posiadam na ten temat.
Zacznę od tego, że przy wysiłku fizycznym powinniśmy pamiętać o odpowiednim odżywianiu, o witaminach i substancjach odżywczych, które będą regenerowały nasz organizm po danym treningu. Trenując jeszcze wioślarstwo nie skupiałam się za bardzo na tym. Myślałam tylko o tym żeby dobrze się nawodnić. BŁĄD !
Od kiedy zaczęłam bardziej się interesować tym jak moje ciało reaguje na aktywność fizyczną, a najważniejsze jak się regeneruje, to zwróciłam uwagę na najważniejsze rzeczy, o których nikt mi nigdy nie mówił. Widziałam, że cały czas chodzę zmęczona. Mówiono mi, że brakuje mi snu, pewnie śpię po 5 godzin. Byli w błędzie.
Obecnie przy tych treningach jakie wykonuję, staram się dostarczać mojemu organizmowi wszystkie potrzebne substancje. Można to robić w sposób naturalny nie zażywając żadnych proszków. Lecz są także takie, które czasami często pozyskać z jedzenia.
I tutaj z pomocą przychodzą nam suplementy, które są wyłącznie UZUPEŁNIENIEM naszej diety.
Zacznijmy od najważniejszego, który jest podstawą dla każdego sportowca.

BCAA

Są to aminokwasy o rozgałęzionych łańcuchach, są one częstym składnikiem odżywek dla kulturystów (brzmi groźnie). Ale uwaga ... podawane z węglowodanami zmniejszają ilość tkanki tłuszczowej. Udowodniono także, że pomagają zapobiegać rozpadowi mięśni, co jest ważne przy treningu siłowym, a także długim treningu wydolnościowo-siłowym. Regularne stosowanie odżywek z BCAA zwiększa siłę chwytu oraz pomaga budować beztłuszczową masę ciała. Mówi się także, że przyjmowanie aminokwasów o rozgałęzionych łańcuchach  powoduje zmniejszenie subiektywnego odczuwania zmęczenia. Idąc dalej tym tropem ... im dłuższy będzie czas treningu/ ćwiczeń tym dłużej będziemy czuli się silniejsi i niezmęczeni , czyli w rezultacie nasz trening będzie skuteczniejszy.
Do BCAA zaliczamy trzy rozgałęzione aminokwasy: leucynę, izoleucynę i walinę.
Leucyna jest jednym z najważniejszych aminokwasów dla ustroju osób ćwiczących, przemawia za tym jej antykataboliczny charakter. Jest jednym z podstawowych związków przy budowaniu masy mięśniowej. Aminokwas ten ma uniwersalne zastosowanie we wszystkich dyscyplinach sportowych niezależnie od poziomu zaawansowania. Dostarczenie pokarmów lub suplementów zawierających leucynę jest priorytetem potreningowym, bez odpowiedniej dostępności tego aminokwasu synteza białek mięśniowych nie może mieć miejsca.
Izoleucyna jest glukogenna jak i ketogenna, stanowi alternatywne źródło energii. Jest niezbędna w procesie syntezy białek. Przyjęcie odpowiedniej dawki przed treningiem zabezpiecza mięsnie przed rozpadem, a dostarczenie jej po wysiłku stanowi niezbędny element regeneracji potreningowej i powoduje naprawę uszkodzonych tkanek. Pomaga w regulacji poziomu glukozy we krwi.
Walina bierze udział w syntezie białek i w procesie wytwarzania energii. Podawanie dodatkowej dawki waliny w postaci suplementu przed aktywnością fizyczną, w trakcie lub bezpośrednio po jej zakończeniu przyczynia się do ochrony białek mięśniowych przed katabolizmem i następnie przyspieszenie tempa przebiegu procesów naprawczych.Chcę Wam pokazać, mało znaną markę odżywek dla sportowców, która ma takie same składniki jak inne znane firmy. Mam na myśli markę APTONIA. Jest w sumie mi bliższa z racji pracy w decathlonie. Wypróbowana po części, więc równie dobrze mogę Wam ją polecić. 
Przed Wami BCAA 4:1:1.Wypróbowane przeze mnie. Wszystko na plus. Nie odczułam żadnej różni pomiędzy suplementami z innych marek. Takie samo działanie. Na plus wchodzi tutaj przyjemny aromat waniliowy. Proporcja 4:1:1, gdzie jest zwiększona ilość leucyny, pomocna przy bardzo ciężkich treningach. Jedyny minus jest taki, przynajmniej dla mnie, że są to (duże) tabletki. Niestety od dziecka miałam problemy jeśli tabletki były za duże. Niestety ta jest. I to jest chyba jedyna wada.
Przystępna cena, bo za 60 tabletek płacimy jedynie 49,99 zł.



Jako kolejne urozmaicenie Waszej proponuję Wam białko serwatkowe tej samej firmy.
Ale najpierw w skrócie co to jest.
Białko serwatkowe zawiera wszystkie niezbędne aminokwasy potrzebne do prawidłowej regeneracji, co powoduje, że jest pełnowartościowym źródłem białka. Jest to wysokiej jakości białko, które występuje naturalnie w mleku. Nie ma ograniczeń co  do grup docelowych stosujących to białko. Minusem jest tutaj, że zawiera laktozę, więc osoby z nietolerancją laktozy nie powinny spożywać danego suplementu.
Pomaga przy odbudowie i naprawie tkanek mięśniowych. Dodatkowo jest szybko trawione, co za tym idzie szybko się wchłania.

I w tym własnie miejscu polecam wam białeczko z Aptonii. Przyszło mi wypróbować o smaku czekoladowym , ale znajdziemy także drugi smak , waniliowy.
W skali od 1-10, gdzie 10 jest najwyższą oceną, to daję duże 9. W smaku, bardzo dobre. Nie jest za słodkie, co w innych białkach często jest minusem. Dobrze rozpuszczalne, nie zostawia grudek, nie pieni się. Idealne do spożycia przed i po treningu. Także można dodać do pieczenia, a nawet pysznej owsianki.




Ale żeby wilk był syty i owca cała ... to decathlon posiada w swojej ofercie ZESTAW, w którym oczywiście te dwa suplementy będą w korzystniejszej cenia i dodatkowo jest tam także shaker. W skrócie full zestaw "małego siłacza".
Taki zestawik kosztuje 149,99 zł !!! Więc się bardzo opłaca !
Polecam Wam to JA .... Wonska Gonska ! :)



niedziela, 13 marca 2016

Marchewkowe love

Dawno mnie tu nie było. Pewnie powinnam zacząć od wytłumaczenia dlaczego. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że ostatnimi czasy czemuś ... lepiej brzmi KOMUŚ poświęcam większość swojego czasu. Jest także nowy miesiąc. Zaczął się drugi semestr na studiach co oznacza więcej nauki, a mniej czasu wolnego.
Przez ostatnie dwa miesiące trochę się zmieniłam. Nie sądziłam że pod osłoną dziewczyny, która nie daje za wygraną, potrafi być twarda w trudnych chwilach kryje się dziewczyna, która potrafi okazywać uczucia. W bardzo krótkim czasie moje życie zmieniło się o 180 stopni. Na lepsze. W moim życiu pojawił się ktoś, komu chcę poświęcać każdą wolną chwilę, nawet jeśli by to była tylko godzina. Znalazłam ten spokój, którego potrzebowałam. I przez to jeszcze bardziej chcę się starać i być jeszcze lepsza. Taka fajna terapia, polecam wszystkim szukającym motywacji. Ale w sumie to nie ma być post o tym. Więc przejdę do konkretów ! Ostatnio myślałam o czymś nowym. No i wpadłam na pomysł żeby zrobić ciasto marchewkowe. Dlaczego akurat marchewka ? Hmm odpowiedź prosta. Nigdy nie robiłam ciastopodobnych rzeczy z tego warzywka. Więc zaczęłam kombinować, coś dodawać i odejmować i tak powstał całkiem nowy, całkiem mój przepis. Już kilka osób miało okazję na spróbowanie, podobno dobre :P ale j oczywiście się nie znam. Przepis niestety nie jest w 100 % dietetyczny, ale czasami możemy sobie pozwolić na tak zwany cheat meal.
Tak więc oto i on !!! Przepis na ...


MUFFINY MARCHEWKOWE
Składniki potrzebne na 12 większych muffinek :
  • 250 g mąki owsianej (można także użyć pełnoziarnistej)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 duże marchewki
  • 4 jajka
  • 4 łyżki miodu ( wersja mniej zdrowa - 60 g cukru)
  • 80 ml oleju
  • szczypta cynamonu
ja dodatkowo dodałam jeszcze 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczy i garstkę posiekanych orzechów włoskich.
Nagrzewamy piekarnik w temperaturze 180 stopni.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia. Jajka roztrzepujemy miodem/cukrem, dodajemy olej. Następnie do płynnych składników dodajemy suche, stratą wcześniej marchew na drobnych oczkach, kandyzowaną skórkę pomarańczy, cynamon i orzechy.






Następnie napełniamy foremki do muffinek do 3/4 wysokości. Pieczemy przez ok 20 minut. Polecałabym żeby wcześniej skontrolować nasze muffiny. Ponieważ nie każdy piekarnik jest sobie równy. I oto cała magia.



Żeby było jeszcze przyjemniej to przyozdobiłam je serkiem marscarpone wymieszanym z miodem i posypałam cynamonem. Wyszły wspaniałe.


SMACZNEGO !

piątek, 12 lutego 2016

Nawet Shrek czasami o siebie dbał

Na wstępie od razu przepraszam wszystkich osobników płci przeciwnej, którzy sprawdzają mojego bloga, bo ten post raczej będzie skierowany dla NAS kobiet.
Wpisując słowo "kobieta" od razu znajduję coś ciekawego w internecie. Nonsensopedia wszystko na początku wyjaśnia. Jest to człowiek rodzaju żeńskiego ze szczególnymi wypukłościami (chyba jakiś facet to pisał). I dwie najważniejsze rzeczy .... często wymaga renowacji i dobrze utrzymana cieszy oko. Więc po to ten post !
Drogie kobietki, fighterki, istoty piękne ...
Każda z nas lubi zrobić sobie takie dzień relaksu, odpoczynku. Domowe spa to jest to co każda z nas uwielbia. Zwłaszcza, że niedługo Walentynki, więc będziemy chciały wyglądać idealnie, tak jak i każdego innego dnia.
Ostatnio skusiłam się na zakupy z firmy Body Boom. Wybrałam klasyczny peeling kawowy. Jak on działa ? Opis produktu informuje nas, że stosując go

  • zredukujemy wizualnie cellulit i rozstępy dzięki kofeinie zawartej w kawie
  • złuszczyć i oczyścić skórę dzięki cukrowi brązowemu i soli jeziorowej
  • nawilżyć i wygładzić cerę dzięki unikalnej kompozycji olejków
  • zregenerować skórę i zatrzymać proces starzenia dzięki witaminie E.
Hmm wszystko fajnie, tylko najważniejsze ... czy to rzeczywiście działa? I oto z odpowiedzią na to trapiące pytanie przychodzę ja :) 
Potwierdzone info !!! Już po pierwszym stosowaniu zauważyłam, że moja skóra zrobiła się bardziej gładka i nawilżona. A intensywny zapach aromatycznej kawy jeszcze bardziej umila nam chwile z BodyBoom. A co jeszcze bardziej jest zachwycające to częste promocje na stronie !!! 
Więc teraz to apel do Was PANOWIE !!! Może to być idealny pomysł na prezent dla ukochanej.








Polecam to ja ! Wasza Wonska :)

środa, 27 stycznia 2016

What is your goal ?!

Według mnie jest to bardzo ważne pytanie. Bo jednak od tego zależy nasza przyszłość, jaką ścieżkę wybierzemy w życiu. "Jaki jest Twój cel?" . Co chcesz robić w życiu ? Jak chcesz je przeżyć ? Zadając Wam teraz te pytania mnie także dopada chwila na myślenie. Czy na pewno znajduję się w miejscu, w którym chciałabym być. Czy aby te wszystkie codzienne czynności sprawiają, że moje życie nabiera sensu. Wiecie co ... czasami taka chwila zastanowienia jest nam bardzo potrzebna. Przykład. Rok, dwa lata temu robiąc to co wtedy robiłam twierdziłam, że tak to jest to. Faktycznie było to związane ze sportem. Tu się zgodzę, w sumie to na pierwszy rzut oka bardziej to wiązało z tym moją przyszłość. Ale ..... no tak, zawsze jest jakieś "ale".
Przychodząc na świat nie mamy żadnych planów. Nie wiemy jak będzie wyglądało nasze życie. Przez pewien okres to rodzice podejmują za nas decyzje. Próbują nas ukierunkować. Na wspaniałych ludzi znających swoją wartość. Nastawiając nas na to , że wykształcenie jest najważniejsze, bo bez tego nie dostaniemy pracy i nie damy sobie rady. Ale w międzyczasie poznajemy coś nowego. Uczymy się czegoś innego. Zaczynamy odkrywać swoje pasję, zainteresowania. Często różnią się od kierunku w jaki pchają nas nasi rodzice i najbliżsi. WYZNACZAMY SOBIE CEL. Czy musimy go mieć ? Nie wiem, ale według mnie życie bez celu nie ma sensu. Po coś musimy żyć, prawda ? Zwykłym egzystowaniem mogą poszczycić się na przykład rośliny ... chociaż nie, one też mają swoje cele. Schronienie dla innych stworzeń, dostarczają nam tlenu. Więc nie bądźmy gorsi. Znajdźmy sobie to COŚ. Coś co będzie nam kazało wstać rano i być po prostu najlepszą wersją siebie każdego dnia i z każdym kolejnym być jeszcze lepszym niż dzień wcześniej. Tak, o dziwo da się. Wystarczy tylko chcieć. Zaprzeć się w sobie "Kurde innym się udało spełnić swoje marzenia, więc dlaczego mi miałoby się nie udać?"
Wielu z nas idzie na studia takie, żeby później mieć tylko dobrze płatną pracę, albo po to żeby pokazać rodzicom, że jednak nie jesteśmy tacy głupi. Tylko po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że przecież żyjemy dla siebie, po co mamy robić to dla kogoś, kogo później może nie być. Później my będziemy żyli tym życiem, nikt przecież za nas tego nie zrobi. Więc dlaczego by nie rozwijać się w tym kierunku, który nas interesuje. Przykład. Pewna osoba idzie na studia kompletnie mijające się z jego pasją. Fakt faktem kończy je z dyplomem. Następnie jego pasja zaczyna schodzić na drugi plan, bo przecież żeby być dobrym w swoim fachu trzeba się dokształcać. Wiąże się z tym ograniczenie czasowe na przyjemności. W końcu zapominamy już całkowicie o tym co nas napędzało, coś co nas cieszyło, o naszej pasji. Jesteśmy zwykłym szarym człowiekiem egzystującym na naszej planecie tak jak inni szarzy ludzie. Więc dlaczego tego nie zmienić? Pomyślcie chwile ...
Wybraliśmy już swój kierunek w życiu, związany z naszym zainteresowaniem. Rozwijamy się w tym, stajemy się lepsi, dokształcamy się na tej płaszczyźnie, spełniamy swoje marzenia. Stajemy się najlepsi w tym co lubimy i wiecie co ? Z tego też da się wyżyć. Chcemy zostać najlepszym bokserem, tancerką, wioślarzem, zawodnikiem sportów sylwetkowych, więc to robimy. Jak wam się podoba ta wizja ? Mnie ona ogromnie ona napędza ! Więc co musimy jedynie zrobić ? Nie czekamy aż pochłonie nas szara rzeczywistość, bo później będziemy tak jak większość "Polaków cebulaków" narzekać na nieszczęsny nasz los i na nasz rząd. Zbieramy się w sobie i co ? .....
ZACZYNAMY SPEŁNIAĆ SWOJE MARZENIA !




Tak o dzisiaj rzecze Wam Wonska Gonska :*


środa, 13 stycznia 2016

SOS !!!

"Cześć ćwiczę cały czas. Robię ponad 200 brzuszków dziennie. W ogóle nie widzę żadnej różnicy, a przecież mój brzuch powinien być szczuplejszy. Co robić?"
Wiele razy spotkałam się z takimi pytaniami na różnych forach. Chociaż przyznam się szczerze, że kilka lat temu sama wierzyłam w magię cudownych "brzuszków". Ale z czasem kiedy bardziej interesowałam się tematem fitnessu i siłowni to wtedy moja wiedza na ten temat się zwiększała i na chwilę obecną już wiem jaki jest złoty klucz.
Ostatnio w pracy spotkałam się z tym, że jedna z klientek zainteresowana kupnem roweru stacjonarnego zapytała mnie czy jeżdżąc na rowerze wyrzeźbi sobie i schudnie z brzucha. Jak ona to powiedziała "bo przecież jestem cały czas pochylona".  Szczerze to w tamtym momencie trochę zgłupiałam i musiałam się chwilę zastanowić. Doszłam do wniosku, że w czasach gdzie Chodakowska i Lewandowska są wszędzie i reklamują zdrowy i aktywny tryb życia to nie wszyscy ludzie są jeszcze uświadomieni podstawowych zasad jakie trzeba znać, a przynajmniej słyszeć o nich zaczynając swoją "zdrową przygodę".
Więc dlatego powstał ten post !!!
Pewnie nie raz słyszeliście, że sukces to 70% diety, a tylko 30% to są ćwiczenia. Z tym oczywiście się muszę zgodzić. Kiedyś sama nie zwracałam uwagi na dietę. Myślałam że jak pieczywo białe zamienię na pełnoziarniste, biały ryż zamienię na brązowy i tak samo z makaronami. To od tego będę szczupła. I wiecie co ? Nie podziałało. Dalej byłam taka sama. Dlatego, że jadłam takie same porcje, a czasami nawet większe. Nie zwracałam uwagi na to, że mój organizm potrzebuje innej ilość kalorii spożywanych w ciągu dnia niż na przykład mój tata, albo znajomi. Każdy organizm jest inny jak wiemy.
Więc Pierwszą najważniejsza sprawą jest dieta dobrana specjalnie dla nas. Wyliczone dzienne zapotrzebowanie na białko, węglowodany i tłuszcze, to wszystko możemy wyliczyć na podstawie naszej wagi.
Kolejną ważną rzeczą jest aktywność fizyczna. I samymi brzuszkami nie schudniemy, tak samo jak przysiadami. Możemy jedynie wzmocnić swoje mięśnie i zacząć powoli rzeźbić swoje ciało. Ale tkanka tłuszczowa dalej będzie. I tutaj z pomocą przychodzi nam trzecia sprawa.
Aeroby, czyli inaczej trening tlenowy. Podczas takiego treningu jest dostarczana strasznie duża ilość tlenu do naszych mięśni, dzięki czemu mogą one pozyskiwać energię ze spalania takich związków jak tłuszcze i białka. Ten trening jest trening polecany najbardziej tym osobom, które chcą się pozbyć niepotrzebnych kilogramów. Intensywność tego treningu zazwyczaj mieści się w przedziale 55% do 85% naszego tętna maksymalnego. Bardzo ważny jest także czas takiego treningu. Zazwyczaj powinno się go wykonywać w przedziale 40-90 minut, ponieważ dopiero po 30 minutach nasz organizm zaczyna czerpać energię z tłuszczy. Wcześniej natomiast pobiera tą energię z glikogenu mięśniowego.
To są najważniejsze zasady, których powinniśmy się trzymać.
Ale oczywiście jesteśmy wszyscy ludźmi i czasami też mamy ogromną ochotę na coś słodkiego. Coś innego niż kurczak i ryż z warzywami :) .
Dlatego z pomocą przychodzę Wam ja !!! Przeglądając jakiś czas temu różne strony internetowe natknęłam się na genialny przepis. Jest to brownie czekoladowe, ale uwaga .... jest ono z batatów. Na początku się bałam, że może jednak trochę dziwnie smakować. Ale oczywiście kto nie spróbuje ten się nigdy nie dowie ! Więc oto i on ... przepis na ...

Mocno czekoladowe brownie z batatów


Składniki:
  • 600 g batatów
  • 6 białek jaj
  • 2 całe jaja
  • 1 dojrzały banan
  • 50 g czekoladowej odżywki białkowej (można pominąć)
  • 40 g gorzkiego kakao
  • 50 g mąki ryżowej
  • szczypta proszku do pieczenia
  • kilka kropli aromatu do ciasta (ja użyłam waniliowego)

Bataty oczywiście obieramy i gotujemy wcześniej aż będę miękkie, odcedzamy i zostawiamy do ostygnięcia.


Następnie łączymy je z resztą składników i blendujemy je na jednolitą masę.


Przygotowaną masę wylewamy na wcześniej spryskaną sprayem do smażenia lub posmarowaną trochę tłuszczem blaszkę. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni i pieczemy 20-25 minut pilnując żeby się nie przypaliło. Polecam potem wstawić ciasto do lodówki, żeby brownie dobrze się związało.
Ja na wierzch ciasto na koniec nałożyłam trochę kremu orzechowo-czekoladowego do osłody. Możemy to pominąć.


SMACZNEGO !!!