wtorek, 29 grudnia 2015

Po co ? Dlaczego ?

Po co się uczymy, zdobywamy nową wiedzę ? Dlaczego ćwiczymy ? Co nam to da ? Jest nam to potrzebne ? A może ktoś nas do tego zmusza ? Robimy co nam każe ? Możliwe, że jest to nasza praca, albo po prostu sprawia nam to przyjemność ?
Pytań może być bardzo dużo, a odpowiedzi mogę się bardzo od siebie różnić, zależnie od osoby, która będzie odpowiadała.
Dzisiaj to ja odpowiem na te pytania, ale na początek mały wstęp.
Tak jak już zapowiadałam w poprzednim poście, nadejdą wielkie zmiany. Właśnie to jest ten czas !
Cofnijmy się kilka lat wstecz, kiedy to nie byłam tą samą osobą co jestem teraz. Zawsze powtarzałam, że ludzie się nie zmieniają. Przepraszam, myliłam się. Patrząc na dawną siebie i porównując do obecnej to mogę powiedzieć, że zrobiłam ogromny krok do przodu w samorozwoju. Ale to oczywiście nie jest jeszcze koniec, dalej będę dążyć do lepszej siebie. Nie przedłużając. Kiedyś byłam cichą, szarą myszką. Bardzo wstydliwą. Pozwalałam wszystkim sobą pomiatać. Głupie docinki ze strony rówieśników, były dla mnie bardzo krzywdzące, po czym często się załamywałam i traciłam wiarę w to co robię. I później zaczynałam od nowa. Tylko, że za każdym razem jak szłam do przodu o dwa kroki to cofałam się o pięć. Nie patrząc na błędy jakie zrobiłam, zapominając o tym. Idąc "do przodu" na ślepo, bez określonego celu. Natomiast dziś, w tym momencie gdzie się znajduję wiem co chcę zrobić, co osiągnąć i wiem, że nikt mi w tym nie przeszkodzi, nawet JA.
Pewnie jeszcze nie wiecie do czego próbuję nawiązać :) Spokojnie już tłumacze. Większość znajomych, rodziny pamięta mnie jako tą pulchniejszą dziewczynę z grubszymi nogami i większym tyłkiem niż wszyscy. Znajdą się też tacy co pamiętają Sandrę z wielką paczką chipsów w dłoni, albo nadgryzionym pączkiem. Od zawsze chciałam to zmienić. Powtarzałam, że schudnę, wezmę się  za siebie. Albo po prostu nic nie robiłam i tłumiłam smutki zajadając się czekoladą albo innymi kalorycznymi rzeczami. Bo wtedy jeszcze tak w siebie nie wierzyłam. Brałam sobie do serca jak ktoś mi mówił, że nie dam rady. Nie podejmowałam tej walki. Byłam wtedy przegrana. Moim wytłumaczeniem zawsze było, że to genetycznie tak jest i nie mogę zmienić swojego wyglądu, ale nie oszukujmy się, moja mama w moim wieku była bardzo szczupła, reszta rodziny także. Więc jedyne co musiałam zrobić to uwierzyć w siebie i zacząć działać. Tak jak w fizyce jest AKCJA, potem następuje REAKCJA. W tym przypadku jest tak samo, jeśli sami nie zaczniemy działać, nie wykonamy żadnego ruchu w tym kierunku, to nic się nie wydarzy.
Cały czas coś próbowałam, ale potem przestawałam, bo po prostu nie chciało mi się, brakowało mi tej motywacji, tej iskierki która zacznie płonąć coraz bardziej z każdym dniem.
Przed świętami już zaczęłam swoją dietę, wytrzymałam tydzień. Nie dlatego, że była ona aż tak rygorystyczna, ale dlatego, że jeszcze do końca  nie wiedziałam czy tego chce. DZIŚ JUŻ WIEM !
I nie robię tego dla kogoś. Nie po to żeby przypodobać się komuś, bo nie potrzebuje czyjejś aprobaty, bo to jest moja decyzja, to ja za nią odpowiadam. To ja oczekuje efektów. Przed sobą będę się spowiadała z każdego grzeszku i to ja potem będę go żałowała.
Więc mogę albo w to wejść w 100 % i dążyć do doskonałości, do której bardzo długa droga i nie będzie to łatwe, albo mogę na samym początku już się poddać.
Ja wybieram tą pierwsza opcję ! Bo mój obecny charakter nie pozwala na inną. Tak więc zaczynam walkę z samą sobą, ze swoimi słabościami.


DO BOJU !!!

Oczywiście Ci, którzy sprawdzają mojego bloga będą na bieżąco informowani co się dzieje i jakie są efekty. Więc jedynie mogę was zaprosić do śledzeni mojej strony.

A teraz trochę z mojego dnia ...







A tutaj już wcześniej przygotowane cztery posiłki na prawie cały dzień ...


czwartek, 24 grudnia 2015

Świąteczny czas

Więc tak. Dziś jest ten Wielki Dzień. Wigilia, na którą czekałam od bardzo dawna. W sumie pierwszy raz nie mogłam się aż tak doczekać. Wiecie dlaczego ? Bo spędzę ją w gronie bardzo skromnym, ale za to będą to osoby dla mnie najbliższe (mówię o rodzicach i siostrze). Cisza i spokój w domowym zaciszu. To są święta o których zawsze marzyłam. Ten okres kiedy jesteśmy już starsi i mamy już inne priorytety. Jak byliśmy dziećmi to najbardziej liczyło się dla nas to, że przyjdzie Święty Mikołaj i rozda nam prezenty, gdzie wcześniej trzeba było zaśpiewać jakąś znaną nam kolędę. Dziś jest inaczej, tak jak już rozmawiałam o tym z rodzicami, że prezenty według mnie to już tylko taka "niepotrzebna formalność". Dorosłam. Ciepło rodzinne, możliwość spotkania się, zjedzenia razem kolacji przy jednym stole, bez hałasu, jedynie melodie świąteczne przebijają się w tle. I najważniejsze ... rozmowa, swoje przeżycia, wspomnienia. Coś wspaniałego. Tak to są TE  święta !
To tak tylko na wstępie. Oczywiście do domu przyjechałam już dwa dni wcześniej, żeby pomóc w przygotowaniach do tego wielkiego dnia. Porządki, gotowanie, pieczenie. W końcu można było się wykazać, we wspaniałej kuchni w domu, a nie tej w akademiku ...
Od kilku dni w Naszym domu można było usłyszeć kolędy, od tych tradycyjnych melodii, kończąc na góralskich rytmach. Wreszcie poczułam tą MAGIĘ ŚWIĄT.
A dziś hmm ... mój dzisiejszy dzień był bardzo pracowity. Od rana jak wstałam i zjadłam śniadanie tak do godziny 13:30 nie wychodziłam z kuchni. Pierwszy raz w życiu robiłam krokiety ... Tak wiem, jestem mistrzem naleśników a krokietów nie robiła, no cóż zdarza się i najlepszym. Mogę jedynie się pochwalić, że wyszły mi idealne. Następnie poszłam na wigilijny trening a mianowicie godzinka biegu, potem szybko trzeba się ogarnąć i czas na jedzeeenieeee :)
A jakie mam przemyślenia ...
Mogę tylko powiedzieć, że rok 2016 będzie moim rokiem, to będzie czas wielkich zmian. W sumie zaczną się one już po świętach. No dobra zaczęłam je wcześniej, ale przez ostatni tydzień nie miałam na nic niestety czasu i to wszystko poszło się ...
Więc zacznę na nowo od razu po świętach. Dużo nie będę zdradzała, bo w sumie nie ma co. Teraz na blogu będę pojawiała się częściej w związku z moimi przyszłymi planami. Więcej oczywiście będzie na moim SNAPIE : BENDZINOWA. Więc spokojnie Misie Pysie, Wonska Gonska o was zawsze pamięta ! :)
A z okazji tych wspaniałych świąt ...
Chciałabym Wam życzyć spokoju ducha, standardowo szczęścia i radości.
Dużo motywacji, determinacji i siły do spełniania swoich największych marzeń.
Umiejętności wyciągania wniosków z naszych porażek, których życzę też żeby było ich jak najmniej oczywiście !!!
I aby te święta spędzić w gronie nam najbliższym.
WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI ! ;)

A teraz niech z tradycji stanie się zadość o 20 rodzinne oglądanie !!! Dziś na ekranie będzie film "Listy do M." 








niedziela, 22 listopada 2015

Should I give up ?

Co za ironia ... Zawsze każdemu powtarzałam, że nie powinno się rezygnować, że trzeba walczyć po to żeby osiągnąć swój wymarzony cel, spełnić swoje marzenia, zdobyć to czego pragniemy. Po prostu być szczęśliwym człowiekiem. A teraz ? Sama zaczynam mieć wątpliwości.
Są pewne sprawy, w których niestety podniesiona przez nas przysłowiowa rękawica sprawia nam za duży ból. Pochłania nas całkowicie do tego momentu, że aż niszczy nas od środka.
Spokojnie, nie odpuszczę treningów. To nie o tym temat. Nie ten post. to jest raczej sprawa emocjonalna, duchowa, w która zamieszane uczucia, na to niestety nie ma leku i nawet najcięższy trening nie oczyści wtedy umysłu. I nie, nie dopadła mnie jesienna chandra, to już było kilka tygodni wcześniej, minęło :).
Tutaj potwierdza się moja teoria z poprzedniego postu. Nigdy nie wchodź dwa razy do tej samej rzeki, bo sparzysz się jeszcze bardziej. Niestety nie posłuchałam się wielu osób. Tyle rad, tyle wskazówek. Może źle to rozegrałam, nie wiem. Albo tak po prostu musi być.
Może sama jestem sobie winna. Przez ostatni tydzień dużo się wydarzyło. Było kilka dobrych rzeczy, ale te złe także się przydarzyły. Standardowo w naturze jest po równo.
W TYCH sprawach już nie jestem tą samą Sandrą. Nie tą dziewczyną, której riposta powali niejedną osobę na kolana. Tutaj żaden dobry suchar nie poprawi humoru. Nawet SukaSandra nie daje rady.
Więc ... odpuszczam.



Na poprawę humoru powinna być tabliczka czekolady, albo siedem. Albo lody czekoladowe, pizza i chipsy. Niestety czekoladę odstawiam, tak samo jak słodycze i inne nie zdrowe jedzenie, czas najwyższy. Więc z genialnym pomysłem przyszła oczywiście moja kochana mama.
Dziś na deser ...
Pieczone jabłka z domową konfiturą !!!

Nie potrzeba do tego żadnej większej filozofii. Jedyne czego potrzebujesz to :
  • jabłka (ilość zależy od nas ile damy radę zjeść)
  • konfitura (smak zależy od nas), najlepiej żeby była lekko kwaskowata, ja wybrałam z borówki amerykańskiej domowej roboty


Wiec tak, jabłka myjemy i wydrążamy środek, ale nie do końca. Chodzi o to żeby spód jabłka nie został rozcięty. Wypełniamy puste miejsce konfiturą. Układamy w naczyniu żaroodpornym. Piekarnik wcześniej nagrzany do temperatury 170 stopni, góra-dół. Wkładamy do piekarnika na około 30 minut, ja piekłam 27 .


Wykładamy na talerzyk po upieczeniu i delektujemy się pysznym smakiem :)




niedziela, 8 listopada 2015

Temat rzeka

Przepraszam, że na tak długi czas zamilkłam, ale hmm nie mam nawet wytłumaczenia. Po prostu ostatnio dużo się dzieje w moim życiu. Ciężko mi to wszystko razem zorganizować w czasie, ale spokojnie dalej tutaj jestem z wami :)
Z takich najświeższych nowinek to napisałam się już na siłownię we Wrocławiu. Zaczynam wracać w końcu do formy bo przez ostatni miesiąc nie trenowałam tak sumiennie jak kiedyś. Ale wszystko jest do nadrobienia. Nowe cele postawione, więc trzeba tylko działać!
Dzisiejszy temat jest wszystkim znany, ale także nawiązuje do tego co ostatnio się u mnie dzieje.
Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy to tej samej rzeki. Skoro już raz się podtopiliśmy w niej to po co znowu próbować ?
Często jednak nie myślimy o tym i powielamy nasze błędy. Dlaczego ? Nikt nie wie, a przynajmniej ja nie mam pojęcia. Głupota ludzka nie zna granic.
Jeśli chcemy się dowiedzieć jak działa nasz mózg od strony anatomii człowieka wystarczy, że przeczytamy odpowiednie książki. A jeśli chcemy wiedzieć dlaczego podejmujemy takie decyzje a nie inne ... #whoknows ?! Jeśli wymyślę dlaczego, to na pewno to opublikuję, nawet książkę wydam. Ale na chwilę obecną zostaje nam tylko pogodzenie się z konsekwencjami, którym będziemy musieli stawić czoła.
Bardzo dobrze wiemy, że to jest złe zanim wykonamy jakikolwiek krok w tym działaniu. Są także takie sytuacje, że wszyscy przyjaciele, znajomi mówią nam, że nie powinniśmy tego robić, a my i tak na przekór wszystkim "wchodzimy w to ". Ale przyjaciele są po to żeby nas wspierać, więc zawsze możemy liczyć na ich słowa otuchy ... "A NIE MÓWIŁAM/EM ?! "
Ostatnia sprawa ...
Są takie sytuacje, że wcale nie jesteśmy tego świadomi. Chodzi mi o to, że małymi kroczkami decydując się na małe rzeczy powoli znowu się w to wkręcamy. Niestety ostatecznie budzimy się z przysłowiową "ręką w nocniku" i idąc dalszym tropem znajdujemy się w wielkim #gónwie (xd). Którego ciężko się pozbyć, bo już za bardzo się w to wszystko zaangażowaliśmy.
Jak sobie z tym wszystkim poradzić ?
Mały poradnik zanim cokolwiek zdecydujesz

"Jak nie wdepnąć w bagno po raz kolejny" 
  1. Słuchaj przyjaciół, rodziny. Oni nigdy nie chcą źle dla Ciebie !!! Jeśli mówi Ci to więcej niż 2-3 osoby, to rzeczywiście musi coś być na rzeczy.
  2. Zasada "może będzie inaczej" NIE ZADZIAŁA. Ludzie się nie zmieniają, będzie tak jak za pierwszym razem, nawet jeśli będziesz miał/a inne wrażenie to ... mylisz się. Otwórz oczy szerzej to dostrzeżesz to w odpowiednim czasie.
  3. Ostatnie .... najważniejsze. Nigdy nie podejmuj żadnych decyzji, których wcześniej nie przemyślisz, bo to może być już potem decyzja na całe życie. Daj sobie czas, nawet jeśli go nie masz to i tak przemyśl to jeszcze ze dwa razy.
Całe szczęście, że Wrocław jest taki piękny, zwłaszcza jesienią to jest gdzie pójść, odświeżyć umysł i pomyśleć. 
Zadanie na jutro ! Wyjdź z domu, przejdź się, przewietrz umysł, zaczerpnij świeżego powietrza. Na dworze lepiej się myśli niż w domu, leżąc w łóżku. Zostawiam was teraz z pięknym Wrocławiem. Następny post już z przepisem.
Tak o dzisiaj rzecze Wonska Gonska ! :)





Dobranoc wszystkim  !!! :)



wtorek, 13 października 2015

Bardzo dużo i jeszcze wiecej

Niestety Wonska Gonska musiała na jakiś czas trochę ucichnąć. Wiele rzeczy się wydarzyło, tych dobrych lecz tych złych także. Coś się skończyło, a coś innego zaczęło. Tak jak i nasza złota jesień. Zaczęło być mroźno, jeszcze trochę i będzie pełno śniegu wszędzie. To tak odbiegając od tematu trochę.
Nowy post, więc też czas na rozważania #wonskiejgonskiej. Mianowicie dzisiaj w temacie będą uczucia, emocje i reszta pierdół.
Czy warto okazywać jakiekolwiek emocje ? Pokazywać co aktualnie czujemy, czy lepiej przybrać maskę "nic się nie stało, jest ok" ?
Zawsze zadaję sobie to pytanie przed jakimkolwiek działaniem, ale zawsze emocje wygrywają. Okazujemy swoją słabość przez to. Jak ten cały mechanizm działa ? Przecież nieraz próbowaliśmy powstrzymać łzy, radość, albo nawet i złość bo wiedzieliśmy, że to będzie miało negatywne skutki dla nas. A jak to jest z troską o drugą osobę ... Nawet jeśli pozbyliśmy się tej drugiej osoby z naszego życia to wciąż o niej myślimy, martwimy się, chcemy wiedzieć co u niej. Lecz coś w głębi nas podpowiada nam, że to jest czas żeby zapomnieć. Trochę czasu pewnie minie nim do tego dojdzie, ale trudno tak już jest. Niektórzy mówią, że to mija po połowie tego czasu jak się znaliście. Czyli jeśli znałaś kogoś rok, to minie pół roku, a jeśli 3 miesiące, to minie 1,5 miesiąca.... Ale to jest tylko gdybanie, wymyślanie jakiegoś głupiego wytłumaczenia, dlaczego nie możemy zapomnieć.
Często izolujemy się od tej drugiej osoby w trosce o nią, bo znamy siebie , wiemy jacy jesteśmy. Może się mylimy i to akurat nie pomoże,  tylko pogorszy relację #lifesucks ...
Nie rozumiem czasami myślenia innych, a swojego już tym bardziej...
Dlaczego nasz mózg tak działa, dlaczego takie decyzje podejmujemy. Kierujemy się rozsądkiem. Boimy się próbować, zaryzykować chociaż raz, może się uda. Nigdy się nie dowiemy dopóki nie spróbujemy. Człowiek został stworzony do popełniania złych decyzji, po to żeby uczyć się na nich, to właśnie one nas kształtują. Dzięki nim stajemy się lepsi. Poznajemy przez to siebie, swoje słabości.

Morał ? Nie możemy bać się podjąć tego ryzyka, pokazujmy co tak naprawdę czujemy, wtedy ludzie nas lepiej poznają, a w szczególności my uczymy się siebie. Szczęście czasami jest bliżej niż nam się wydaje.

Tym razem niestety bez przepisu, co nie oznacza, że się obijam ze zdrowym jedzeniem :)
#helfifud zawsze w menu Wonskiej Gonskiej. Chociaż przez ostatnie kilka dni złapało mnie jesienno-zimowe przeziębienie, co oznacza gorączkę ponad 39 stopni. Niestety, złego diabli nie biora, więc wyzdrowiałam :)




środa, 23 września 2015

Wielkie przebudzenie !!!

To znowu JA. Wracam do was z dodatkową energią na kolejne posty !
Ostatnio dawno nic nie napisałam, ani żadnego przepisu nie wrzuciłam i jest mi z tym okropnie źle, ale oczywiście nie zapomniałam o was.
Dzisiaj może nie będzie żadnych wywodów, przemyśleń czy rozterek życiowych Wonskiej Gonskiej. Ale za to będzie przepis !!!
Ale to za chwilę...
Musze to ogłosić, bo strasznie się ciesze, że ten dzień się zbliża.
Pisze do was w przerwie pakowania swoich gratów. TAK ! Przyszedł ten czas, że trzeba wrócić do Wrocławia i w końcu zacząć żyć tamtym miastem, gdzie cały dzień mija w ciągu godziny. Zostawię Wałcz na jakiś czas, będę tęsknić, ale przecież ile można "ładować te baterie" ?! Co za dużo to nie zdrowo ! :)
Aktualnie mój pokój wygląda jak po wybuchu bomby atomowej. Czasu coraz mniej, bo już w piątek ruszam w drogę.
Trzymajcie kciuki, żebym niczego nie zapomniała zabrać ze sobą !!!

A tymczasem zostawiam was z przepisem, który niestety nie jest mój autorski i nie jest aż tak bardzo #healthy, ale jeden kawałek ciasta ma około 168 kcal, więc chyba nie jest tak źle.

Ciasto budyniowo-gruszkowe

Jak to pewna osoba powiedziała "Wygląd jak obietnica ciepłego lata". Jest mega w smaku, wszystkim co próbowali bardzo smakuje, jest też opcja, ze można je zrobić tak samo tylko gruszki zastąpić jabłkami, ale ten wybór należy już do was.

Składniki wystarczają na blaszkę 25/25 cm (można oczywiście zwiększyć porcję)
  • 2 szkl. mąki pszennej
  • 1 jajo
  • 150 g masła
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżka jogurtu (ja użyłam typu greckiego, może być też naturalny)
  • garść bułki tartej
  • 5-6 gruszek/jabłek
  • 2 budynie śmietankowe/waniliowe bez cukru (ja wybrałam śmietankowy)
  • 750 ml mleka (wybrałam 1,5% tłuszczu)
  • 1/2 szkl. cukru do ciasta + 4 łyżki do budyniu
  • cukier puder do posypania ciasta
  1. Z mąki, 1/2 szkl. cukru, jajka, masła, proszku do pieczenia, jogurtu zagniatamy ciasto. 1/3 ciasta wkładamy do zamrażarki, resztę chowamy do lodówki, żeby się schłodziło (ok. godzinka)
  2. W międzyczasie gruszki/jabłka obieramy, wydrążamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę.
  3. 650 ml mleka zagotowujemy z 4 łyżkami cukru, w 100 ml rozrabiamy budynie. Wlewamy na gotujące się mleko i mieszamy do zgęstnienia.
  4. Ciasto z lodówki rozwałkujemy i wykładamy do natłuszczonej blachy, najlepiej, by ciasto zachodziło na boki blaszki. Ciasto posypujemy bułka tartą, wysypujemy na nie gruszki i zalewamy ciepłym budyniem. Wierzch posypujemy tym ciastem z zamrażarki startym na tarce o grubych oczkach.
  5. Ciasto pieczemy w 160 stopniach przez ok. 50 minut do zarumienienia się. Gotowe ciasto posypujemy cukrem pudrem.



SMACZNEGO !!!







czwartek, 10 września 2015

I'm #flawless !

Gdy przychodzimy na świat to jesteśmy czyści. Pod względem duchowym oczywiście. Jesteśmy bez skazy. Żadnych wad naszej duszy i charakteru. Dopiero potem to wszystko się w nas rodzi. W przedszkolu już zaczynamy być na przykład samolubni, nie chcemy się dzielić zabawkami z innymi. Chociaż jest wtedy jedna zaleta w tych małych dzieciach. Zawsze powiedzą ci prawdę.
Ale idąc dalej etapem jakim dorastamy to przychodzi czas szkolny, podstawówka, a potem gimnazjum. Wtedy rodzi się kłamstwo. Najgorsze co może być, bo to wszystko zaczyna się od małego drobnego kłamstewka na przykład o jedynce z matematyki. Potem nam już to wchodzi w nawyk i kłamiemy coraz więcej i więcej. Potem poznajemy nowe towarzystwo. Kolegów/koleżanki ze starszych klas. Chcemy im się przypodobać. Zaczynamy robić to co oni, a tym samym to co jest sprzeczne naszej naturze, sprzeczne temu jak nas rodzice wychowują. Popadamy w różne nałogi. W tych czasach jakich obecnie się znajdujemy widok czwartoklasisty z papierosem w dłoni jest na porządku dziennym. Albo dziewczyny, w których wypowiedzi słowo "K@#$%@ " (wszyscy wiemy o jakie słowo chodzi) jest używane jako przerwa pomiędzy jednym słowem a drugim.
Co się dzieje ?!
Przecież byliśmy idealni ?!
Często nie widzimy tych swoich wad, które czasami mogą ranić innych. Sama też mam wiele. Nie życzę nikomu poznać #SukiSandry, chociaż ... pare osób miało już tą przyjemność.
Do czego zmierzam. Potrafimy ukrywać swoje wady w taki sposób, że ludzie widza nas z innej strony i tolerują naszą pierwszą część, tą którą zawsze prezentujemy. Możemy być wspaniałą dziewczyną, kochająca i uprzejmą, spokojna i mądrą. Ale wystarczy jedna rzecz, gest, po prostu impuls i zmieniamy się o 180 stopni. I z tej perfekcyjnej dziewczyny zamieniamy się w szaloną, pijącą do oporu, łatwą, wulgarną, wredną i chamską laskę.
Czy to źle ? Czy nam to przeszkadza ? Problem w tym, że nie bardzo. Przecież nie możemy się zmienić. Tacy jesteśmy i tacy będziemy.
Chociaż te skazy nie są tylko w płci żeńskiej. Tak drodzy panowie to też się was tyczy.
Największym fenomenem wśród was jest nazywany przeze mnie system zmianowy. Chociaż są przypadki, że u dziewczyn też się to zdarza. Ale skupmy się na was :)
System zmianowy, czyli raz z jedną dziewczyną, a raz z drugą. Zależnie, która i kiedy ma czas.
Ja się pytam dlaczego ?! Czy wy serio myślicie, że nasze bystre oko detektywistyczne nie dojrzy tej drugiej ? haha BŁĄD ! Tylko, że jak już się dowiemy to niestety nas to boli. Ale najlepsze w tym jest to, że nie widzicie w tym nic złego.
Po co ten post, dlaczego taki temat ?

Nikt nie jest doskonały. Mamy dużo zalet, ale wad niestety jeszcze więcej. Więc albo zaczniemy je zauważać i próbować coś poprawić. Albo dalej będziemy tkwili w tej swojej wspaniałości, jednocześnie zakładając innym ludziom klapki na oczy nie pokazując jacy naprawdę jesteśmy.



Dobra, dobra koniec rozważań, przemyśleń i smętów. Teraz Wonska Gonska wjeżdża z nowym przepisem !!! A na talerzu dzisiaj ....

Gryczane kotlety z tuńczykiem
Całość w sobie ma: 825 kcal, B - 68g, WW - 69g, T - 31g
Z tej porcji wyszło 8 średnich kotletów, czyli ok 104 kcal na jedną sztukę.


Składniki jakie potrzebujemy:
  • 1 torebka kaszy gryczanej
  • 1 papryka (obojętnie jaki kolor)
  • natka pietruszki
  • 2 łyżeczki musztardy sarepskiej
  • 1 puszka tuńczyka w sosie własnym (odsączyć)
  • 3 małe jajka kurze
  • olej do smażenia
  • przyprawy (sól, pieprz, czosnek granulowany)
Kaszę gotujemy tak jak jest na opakowaniu. Odsączamy z wody i zostawiamy do wystudzenia.


Pietruszkę myjemy i kroimy drobno. Natomiast paprykę myjemy i usuwamy gniazda nasienne. Kroimy w drobne paski, kostkę.



Dodajemy odsączonego tuńczyka. Dodajemy musztardę. Mieszamy wszystko razem w misce. Doprawiamy do smaku. Wbijamy jajka. mieszamy wszystko razem. Formujemy z tego średnie kotlety i smażymy z dwóch stron.



Podajemy zależnie już od naszej wyobraźni.


SMACZNEGO !!!

czwartek, 3 września 2015

Wyjść z domu, zrobić coś szalonego

Zwykły dzień. 24 godziny naszego cennego czasu. Jak go spędzamy, co robimy, czy sprawia nam to frajdę, mamy z tego jakąś satysfakcję, czy po prostu kolejna zmarnowana doba.
Codzienna monotonia spotyka każdego z nas, prędzej czy później. Chcemy czy nie i tak nas to kiedyś dopadnie.
Rzeczy, czynności, które kiedyś nam sprawiały przyjemność z ich wykonywania stają się naszą codziennością i robimy je automatycznie. Jak wygląda wasz dzień ?
Mój na dzień dzisiejszy wygląda tak ...
Rano. Wstaję o tej samej godzinie (przyzwyczajenie) dzień w dzień. Jem śniadanie. Standardowo owsianka, omlet albo jakieś pankejki. Dlaczego nie zjem czegoś innego ? Nie wiem. Przyzwyczajenie. Następnie odruchowo robię trening. Tydzień w tydzień powtarzają się. Może czasami coś zmienię. Później obiad. Drugi trening czasami wjedzie. Nadchodzi wieczór ... albo coś oglądam, albo gdzieś wyjdę. Potem idę spać. Taadaaaam ! Cudowny dzień z życia Wonskiej.
I gdzie tu jakieś wzloty, uniesienia, ADRENALINA ?! Chociaż, jak robię trening na wodzie to jest mała iskierka nadziei, że wpadnę do wody. Ale to nie o to chodzi. Czy nie powinno być inaczej ?
Dziewczyna, która ma pasję, zainteresowania, podobno robi to co lubi i JUŻ nie czerpie z tego takiej radości jak kiedyś. Czy tak powinno być ? Może czas coś zmienić ? A może to tylko chwilowe załamanie, może przejdzie. Oby.
Nie mieliście tak nigdy, że stwierdziliście jak nudne stało się wasze życie ? Ile możliwości jeszcze nie wykorzystaliście ? Ile planów poszło na marne ? Ile nie spełnionych marzeń jeszcze mamy ?
Tych "ile.. " jest mnóstwo. Tylko zostaje jedno ważne pytanie. Ile jeszcze na to wszystko mamy czasu ?
Są na świecie ludzie, którzy nie wiedzą czy następnego ranka się obudzą. Ciężko chorzy, którzy nie mogą wiele zrobić z czasem jaki im został. Wiem trochę trudne mam przemyślenia. Ale uważam, że to jest ważny temat dla każdego z nas. Mogę się założyć, że nie jestem jedyną , która o tym nie raz myślała. Więc dlaczego dalej tkwić w naszej codzienności i gdybaniu ?
Każdy ma swoje plany zapisane na karteczce z podpisem "marzymy, nie spełniamy". Dlaczego po prostu nie przepiszemy tego na inną kartkę ? Przecież to takie proste.
Lubisz podróże, chcesz zobaczyć najwspanialsze miejsca na ziemi, być w miejscach opisywanych w książkach, które przeglądałeś za dzieciaka i sprawdzanie linijką ile centymetrów od Ciebie znajduje się to miejsce. Dlaczego tego nie spełnisz swoich marzeń ? " Bo to za drogie", odpowiada wiele osób. Ja za to stwierdzam, że takie marzenia nie mają swojej ceny, a dla chcącego to nic trudnego.
Albo inny przykład ! Chcesz skoczyć ze spadochronem, ale nie zrobisz tego bo masz lek wysokości. Takie rzeczy można łatwo pokonać. Zwłaszcza jeśli ma się też towarzysza, który tak jak my chce odkrywać nowe pasje.
Ja też mam swoje marzenie i nie jest ono w ogóle związane z dyscypliną sportu jaką trenuję.
Marzy mi się wyjazd do USA. Nie mam w planach tylko wycieczki do Nowego Jorku, raczej coś większego, wymagającego więcej czasu. Mianowicie objechać wszystkie stany. Zobaczyć to wszystko co pokazują w filmach. Tak to jest mój #dream ! :) Spełnię go, nawet jeśli by to wymagało czasu, pieniędzy .... to, to jest TO, jak już wcześniej napisałam ... nie ma ceny.
Zadanie na jutro, albo jeszcze na dzisiejszy wieczór to przekalkulować sobie co chcemy, co mamy, a co będzie nasze. Jak to moja babcia mówiła "To co sami zobaczymy, nikt nam nie odbierze."
Więc zaczynamy działać !!!

Zostawiam was z kolejnym przepisem, bo co to za #wonskawkuchni bez jedzenia ...

Pudding z kaszy jaglanej z jeżynami
Słyszałam, że fajnie by było jakbym podała kcal i makro, bo przecież są tutaj w miarę dietetyczne przepisy, więc o to proszę:
1 porcja to: 310 kcal, B-9 g; T-3 g; W-63 g


Składniki:
  • 50 g kaszy jaglanej (1/4 szkl.)
  • 1/2 szkl. zimnej wody
  • 1/4 szkl. mleka 1,5%
  • 40 g jeżyn
  • 1 łyżka miodu
  • cynamon
  • szczypta soli
Kaszę dobrze przepłukujemy zimną woda i wsypujemy do garnka. Następnie zalewamy zimną wodą.

Dodajemy szczyptę soli i gotujemy aż do wyparowania wody, co jakiś czas mieszając aby kasza się nie przypaliła. Następnie dodajemy mleko i miód.


Gotujemy, aż pudding będzie gesty, mieszając żeby się nie przypalił.


Nasze owoce zblendowałam na sos. Na koniec nasz pudding posypujemy cynamonem i polewamy sosem. Możemy dodać kilka owoców do ozdoby.


Zostawiam was z tym przepisem i oczywiście z głową pełną przemyśleń. Ja zamykam laptopa idę spać z nadzieją, że jutro będzie wspaniały dzień. Dobranoc wszystkim !