Pytań może być bardzo dużo, a odpowiedzi mogę się bardzo od siebie różnić, zależnie od osoby, która będzie odpowiadała.
Dzisiaj to ja odpowiem na te pytania, ale na początek mały wstęp.
Tak jak już zapowiadałam w poprzednim poście, nadejdą wielkie zmiany. Właśnie to jest ten czas !
Cofnijmy się kilka lat wstecz, kiedy to nie byłam tą samą osobą co jestem teraz. Zawsze powtarzałam, że ludzie się nie zmieniają. Przepraszam, myliłam się. Patrząc na dawną siebie i porównując do obecnej to mogę powiedzieć, że zrobiłam ogromny krok do przodu w samorozwoju. Ale to oczywiście nie jest jeszcze koniec, dalej będę dążyć do lepszej siebie. Nie przedłużając. Kiedyś byłam cichą, szarą myszką. Bardzo wstydliwą. Pozwalałam wszystkim sobą pomiatać. Głupie docinki ze strony rówieśników, były dla mnie bardzo krzywdzące, po czym często się załamywałam i traciłam wiarę w to co robię. I później zaczynałam od nowa. Tylko, że za każdym razem jak szłam do przodu o dwa kroki to cofałam się o pięć. Nie patrząc na błędy jakie zrobiłam, zapominając o tym. Idąc "do przodu" na ślepo, bez określonego celu. Natomiast dziś, w tym momencie gdzie się znajduję wiem co chcę zrobić, co osiągnąć i wiem, że nikt mi w tym nie przeszkodzi, nawet JA.
Pewnie jeszcze nie wiecie do czego próbuję nawiązać :) Spokojnie już tłumacze. Większość znajomych, rodziny pamięta mnie jako tą pulchniejszą dziewczynę z grubszymi nogami i większym tyłkiem niż wszyscy. Znajdą się też tacy co pamiętają Sandrę z wielką paczką chipsów w dłoni, albo nadgryzionym pączkiem. Od zawsze chciałam to zmienić. Powtarzałam, że schudnę, wezmę się za siebie. Albo po prostu nic nie robiłam i tłumiłam smutki zajadając się czekoladą albo innymi kalorycznymi rzeczami. Bo wtedy jeszcze tak w siebie nie wierzyłam. Brałam sobie do serca jak ktoś mi mówił, że nie dam rady. Nie podejmowałam tej walki. Byłam wtedy przegrana. Moim wytłumaczeniem zawsze było, że to genetycznie tak jest i nie mogę zmienić swojego wyglądu, ale nie oszukujmy się, moja mama w moim wieku była bardzo szczupła, reszta rodziny także. Więc jedyne co musiałam zrobić to uwierzyć w siebie i zacząć działać. Tak jak w fizyce jest AKCJA, potem następuje REAKCJA. W tym przypadku jest tak samo, jeśli sami nie zaczniemy działać, nie wykonamy żadnego ruchu w tym kierunku, to nic się nie wydarzy.
Cały czas coś próbowałam, ale potem przestawałam, bo po prostu nie chciało mi się, brakowało mi tej motywacji, tej iskierki która zacznie płonąć coraz bardziej z każdym dniem.
Przed świętami już zaczęłam swoją dietę, wytrzymałam tydzień. Nie dlatego, że była ona aż tak rygorystyczna, ale dlatego, że jeszcze do końca nie wiedziałam czy tego chce. DZIŚ JUŻ WIEM !
I nie robię tego dla kogoś. Nie po to żeby przypodobać się komuś, bo nie potrzebuje czyjejś aprobaty, bo to jest moja decyzja, to ja za nią odpowiadam. To ja oczekuje efektów. Przed sobą będę się spowiadała z każdego grzeszku i to ja potem będę go żałowała.
Więc mogę albo w to wejść w 100 % i dążyć do doskonałości, do której bardzo długa droga i nie będzie to łatwe, albo mogę na samym początku już się poddać.
Ja wybieram tą pierwsza opcję ! Bo mój obecny charakter nie pozwala na inną. Tak więc zaczynam walkę z samą sobą, ze swoimi słabościami.
DO BOJU !!!
Oczywiście Ci, którzy sprawdzają mojego bloga będą na bieżąco informowani co się dzieje i jakie są efekty. Więc jedynie mogę was zaprosić do śledzeni mojej strony.
A teraz trochę z mojego dnia ...
A tutaj już wcześniej przygotowane cztery posiłki na prawie cały dzień ...



















