środa, 27 stycznia 2016

What is your goal ?!

Według mnie jest to bardzo ważne pytanie. Bo jednak od tego zależy nasza przyszłość, jaką ścieżkę wybierzemy w życiu. "Jaki jest Twój cel?" . Co chcesz robić w życiu ? Jak chcesz je przeżyć ? Zadając Wam teraz te pytania mnie także dopada chwila na myślenie. Czy na pewno znajduję się w miejscu, w którym chciałabym być. Czy aby te wszystkie codzienne czynności sprawiają, że moje życie nabiera sensu. Wiecie co ... czasami taka chwila zastanowienia jest nam bardzo potrzebna. Przykład. Rok, dwa lata temu robiąc to co wtedy robiłam twierdziłam, że tak to jest to. Faktycznie było to związane ze sportem. Tu się zgodzę, w sumie to na pierwszy rzut oka bardziej to wiązało z tym moją przyszłość. Ale ..... no tak, zawsze jest jakieś "ale".
Przychodząc na świat nie mamy żadnych planów. Nie wiemy jak będzie wyglądało nasze życie. Przez pewien okres to rodzice podejmują za nas decyzje. Próbują nas ukierunkować. Na wspaniałych ludzi znających swoją wartość. Nastawiając nas na to , że wykształcenie jest najważniejsze, bo bez tego nie dostaniemy pracy i nie damy sobie rady. Ale w międzyczasie poznajemy coś nowego. Uczymy się czegoś innego. Zaczynamy odkrywać swoje pasję, zainteresowania. Często różnią się od kierunku w jaki pchają nas nasi rodzice i najbliżsi. WYZNACZAMY SOBIE CEL. Czy musimy go mieć ? Nie wiem, ale według mnie życie bez celu nie ma sensu. Po coś musimy żyć, prawda ? Zwykłym egzystowaniem mogą poszczycić się na przykład rośliny ... chociaż nie, one też mają swoje cele. Schronienie dla innych stworzeń, dostarczają nam tlenu. Więc nie bądźmy gorsi. Znajdźmy sobie to COŚ. Coś co będzie nam kazało wstać rano i być po prostu najlepszą wersją siebie każdego dnia i z każdym kolejnym być jeszcze lepszym niż dzień wcześniej. Tak, o dziwo da się. Wystarczy tylko chcieć. Zaprzeć się w sobie "Kurde innym się udało spełnić swoje marzenia, więc dlaczego mi miałoby się nie udać?"
Wielu z nas idzie na studia takie, żeby później mieć tylko dobrze płatną pracę, albo po to żeby pokazać rodzicom, że jednak nie jesteśmy tacy głupi. Tylko po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że przecież żyjemy dla siebie, po co mamy robić to dla kogoś, kogo później może nie być. Później my będziemy żyli tym życiem, nikt przecież za nas tego nie zrobi. Więc dlaczego by nie rozwijać się w tym kierunku, który nas interesuje. Przykład. Pewna osoba idzie na studia kompletnie mijające się z jego pasją. Fakt faktem kończy je z dyplomem. Następnie jego pasja zaczyna schodzić na drugi plan, bo przecież żeby być dobrym w swoim fachu trzeba się dokształcać. Wiąże się z tym ograniczenie czasowe na przyjemności. W końcu zapominamy już całkowicie o tym co nas napędzało, coś co nas cieszyło, o naszej pasji. Jesteśmy zwykłym szarym człowiekiem egzystującym na naszej planecie tak jak inni szarzy ludzie. Więc dlaczego tego nie zmienić? Pomyślcie chwile ...
Wybraliśmy już swój kierunek w życiu, związany z naszym zainteresowaniem. Rozwijamy się w tym, stajemy się lepsi, dokształcamy się na tej płaszczyźnie, spełniamy swoje marzenia. Stajemy się najlepsi w tym co lubimy i wiecie co ? Z tego też da się wyżyć. Chcemy zostać najlepszym bokserem, tancerką, wioślarzem, zawodnikiem sportów sylwetkowych, więc to robimy. Jak wam się podoba ta wizja ? Mnie ona ogromnie ona napędza ! Więc co musimy jedynie zrobić ? Nie czekamy aż pochłonie nas szara rzeczywistość, bo później będziemy tak jak większość "Polaków cebulaków" narzekać na nieszczęsny nasz los i na nasz rząd. Zbieramy się w sobie i co ? .....
ZACZYNAMY SPEŁNIAĆ SWOJE MARZENIA !




Tak o dzisiaj rzecze Wam Wonska Gonska :*


środa, 13 stycznia 2016

SOS !!!

"Cześć ćwiczę cały czas. Robię ponad 200 brzuszków dziennie. W ogóle nie widzę żadnej różnicy, a przecież mój brzuch powinien być szczuplejszy. Co robić?"
Wiele razy spotkałam się z takimi pytaniami na różnych forach. Chociaż przyznam się szczerze, że kilka lat temu sama wierzyłam w magię cudownych "brzuszków". Ale z czasem kiedy bardziej interesowałam się tematem fitnessu i siłowni to wtedy moja wiedza na ten temat się zwiększała i na chwilę obecną już wiem jaki jest złoty klucz.
Ostatnio w pracy spotkałam się z tym, że jedna z klientek zainteresowana kupnem roweru stacjonarnego zapytała mnie czy jeżdżąc na rowerze wyrzeźbi sobie i schudnie z brzucha. Jak ona to powiedziała "bo przecież jestem cały czas pochylona".  Szczerze to w tamtym momencie trochę zgłupiałam i musiałam się chwilę zastanowić. Doszłam do wniosku, że w czasach gdzie Chodakowska i Lewandowska są wszędzie i reklamują zdrowy i aktywny tryb życia to nie wszyscy ludzie są jeszcze uświadomieni podstawowych zasad jakie trzeba znać, a przynajmniej słyszeć o nich zaczynając swoją "zdrową przygodę".
Więc dlatego powstał ten post !!!
Pewnie nie raz słyszeliście, że sukces to 70% diety, a tylko 30% to są ćwiczenia. Z tym oczywiście się muszę zgodzić. Kiedyś sama nie zwracałam uwagi na dietę. Myślałam że jak pieczywo białe zamienię na pełnoziarniste, biały ryż zamienię na brązowy i tak samo z makaronami. To od tego będę szczupła. I wiecie co ? Nie podziałało. Dalej byłam taka sama. Dlatego, że jadłam takie same porcje, a czasami nawet większe. Nie zwracałam uwagi na to, że mój organizm potrzebuje innej ilość kalorii spożywanych w ciągu dnia niż na przykład mój tata, albo znajomi. Każdy organizm jest inny jak wiemy.
Więc Pierwszą najważniejsza sprawą jest dieta dobrana specjalnie dla nas. Wyliczone dzienne zapotrzebowanie na białko, węglowodany i tłuszcze, to wszystko możemy wyliczyć na podstawie naszej wagi.
Kolejną ważną rzeczą jest aktywność fizyczna. I samymi brzuszkami nie schudniemy, tak samo jak przysiadami. Możemy jedynie wzmocnić swoje mięśnie i zacząć powoli rzeźbić swoje ciało. Ale tkanka tłuszczowa dalej będzie. I tutaj z pomocą przychodzi nam trzecia sprawa.
Aeroby, czyli inaczej trening tlenowy. Podczas takiego treningu jest dostarczana strasznie duża ilość tlenu do naszych mięśni, dzięki czemu mogą one pozyskiwać energię ze spalania takich związków jak tłuszcze i białka. Ten trening jest trening polecany najbardziej tym osobom, które chcą się pozbyć niepotrzebnych kilogramów. Intensywność tego treningu zazwyczaj mieści się w przedziale 55% do 85% naszego tętna maksymalnego. Bardzo ważny jest także czas takiego treningu. Zazwyczaj powinno się go wykonywać w przedziale 40-90 minut, ponieważ dopiero po 30 minutach nasz organizm zaczyna czerpać energię z tłuszczy. Wcześniej natomiast pobiera tą energię z glikogenu mięśniowego.
To są najważniejsze zasady, których powinniśmy się trzymać.
Ale oczywiście jesteśmy wszyscy ludźmi i czasami też mamy ogromną ochotę na coś słodkiego. Coś innego niż kurczak i ryż z warzywami :) .
Dlatego z pomocą przychodzę Wam ja !!! Przeglądając jakiś czas temu różne strony internetowe natknęłam się na genialny przepis. Jest to brownie czekoladowe, ale uwaga .... jest ono z batatów. Na początku się bałam, że może jednak trochę dziwnie smakować. Ale oczywiście kto nie spróbuje ten się nigdy nie dowie ! Więc oto i on ... przepis na ...

Mocno czekoladowe brownie z batatów


Składniki:
  • 600 g batatów
  • 6 białek jaj
  • 2 całe jaja
  • 1 dojrzały banan
  • 50 g czekoladowej odżywki białkowej (można pominąć)
  • 40 g gorzkiego kakao
  • 50 g mąki ryżowej
  • szczypta proszku do pieczenia
  • kilka kropli aromatu do ciasta (ja użyłam waniliowego)

Bataty oczywiście obieramy i gotujemy wcześniej aż będę miękkie, odcedzamy i zostawiamy do ostygnięcia.


Następnie łączymy je z resztą składników i blendujemy je na jednolitą masę.


Przygotowaną masę wylewamy na wcześniej spryskaną sprayem do smażenia lub posmarowaną trochę tłuszczem blaszkę. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni i pieczemy 20-25 minut pilnując żeby się nie przypaliło. Polecam potem wstawić ciasto do lodówki, żeby brownie dobrze się związało.
Ja na wierzch ciasto na koniec nałożyłam trochę kremu orzechowo-czekoladowego do osłody. Możemy to pominąć.


SMACZNEGO !!!


niedziela, 10 stycznia 2016

Gdy słowo się rzekło ...

Pierwszy tydzień stycznia już za nami. Wiele sobie postanowiliśmy na ten rok, ja także. "Nowy rok, nowa Ja" ile razy już to słyszeliśmy prawda ? U większości zazwyczaj kończyło się po tygodniu dwóch. Tym co wytrzymali aż miesiąc należą się ogromne brawa. Tylko co dalej ? Nie możemy dalej naszego postanowienia pociągnąć ? Przecież są efekty i nie tylko my je zauważamy. Po paru miesiącach nie będzie to dla nas już ciężarem tylko codziennością. Czy nie o to właśnie chodzi ? Żeby robić postępy ? Być lepszym niż byliśmy wcześniej?
Jedni sobie postanowili, że w 2016 nie będą pili alkoholu, inni nie będą jedli słodyczy w styczniu ( bezpieczny termin dotrzymania postanowienia ) , inni postawili poprzeczkę trochę wyżej. W 2016 schudnę i będę wysportowana/ny. Co za tym idzie ? Więcej wyrzeczeń.
CZAS NA HISTORIĘ Z MORAŁEM, bo dawno nie było :)
Część z Was wie, że zawiesiłam swoją karierę wioślarską jakiś czas temu. Nie ma potrzeby się rozpisywać w tym temacie, dlaczego to zrobiłam, czy nie żałuję, czy wrócę do tego. Odpowiedź jest prosta. Jak na razie czuję się bardzo dobrze z tym co robię obecnie. Ale wracając do naszych postanowień. Wiele razy słyszałam, że łatwo jest mi mówić, bo dla mnie to nie jest problem wstać na trening, zjeść zdrowe posiłki. I wiecie co ? Mieliście rację. Ale tak było do czasu jak trenowałam wioślarstwo. Zawsze miałam trenera nad sobą, który mnie pilnował, na każdym treningu był przy mnie, poprawiał mnie, czasami nawet liczył powtórzenia na siłowni, a o cotygodniowej wadze nie wspomnę już. Ale wiedziałam także, że jak zdobędę jakiś tytuł to będzie to także i jego zasługa bo razem nad tym pracowaliśmy. Teraz jest inaczej To ja jestem kowalem własnego losu i to ode mnie zależy czy zrobię ten trening, czy zostanę w łóżku objadając się chipsami.
Dzisiejszy dzień był TYM dniem, w którym wszystko dookoła mówi nam żebyśmy odpuścili, bo przecież nie widać efektów. Właśnie wtedy przydałby się taki trener, który wpadnie do naszych pokoi, wygoni nas z łóżka i nie pozwoli nam zawalić to wszystko co już wypracowaliśmy.
Dzisiaj niestety nikt taki do mnie nie przyszedł....
Dzień wcześniej już sobie zaplanowałam że parę minut po 11 pójdę na tramwaj żeby pojechać na siłownię. Do godziny 10:53 leżałam jeszcze w łóżku, torba na trening nie była spakowana. Już miałam w głowie te myśli. "Przecież nic się nie stanie jak dzisiaj nie pójdę na trening. Świat się od tego nie zawali. Najwyżej jutro zrobię mocniejszy." W jednej chwili włączyła się we mnie SukaSandra (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi), dla laików - byłam bardzo zła. Wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego, ale czułam się jak bomba, która za chwilę może wybuchnąć. No nic. Nie marnowałam czasu. Wyrwałam szybko z łóżka, torba była spakowana w dwie minuty. Wiedziałam, że jak nie rozładuję tej złości na siłowni to może się dla mnie źle skończyć. Jadąc tramwajem nosiło mnie jak po dobrej przedtreningówce. Wchodząc na siłownię wiedziałam, że dzisiaj nie jest dzień na odpuszczanie...
I wiecie co ?
To był najlepszy trening jaki kiedykolwiek zrobiłam.
Słyszałam wiele opowieści, jak to ktoś miał gwiazdki przed oczami w trakcie treningu, myślał, że zaraz zwymiotuje itd. W końcu tego doświadczyłam. Najlepsze uczucie, bo wiem że dałam z siebie wszystko. Tak zwane sięganie swoich granic możliwości, pokonywanie ich.
Satysfakcja po skończonym treningu była ogromna. I własnie dla takich chwil to robię, to sprawia mi przyjemność. Faktycznie .... byłam bardzo zmęczona, ale ta świadomość, że tego dnia nie odpuściłam trzymała mnie do końca dnia.
Po co ten post ?
Wiadomo, jesteśmy tylko ludźmi, mamy chwile słabości, jedni częściej, inni trochę rzadziej. Ale ustalając swój cel, plany powinniśmy znaleźć swój punkt zaczepienia, naszą "małą" motywację. Coś co nie pozwoli nam odpuścić, coś dzięki czemu będziemy przekraczać swoje granice, a na samym końcu pomoże nam cieszyć się z osiąganych efektów.
Jedni po prostu mają swojego trening partnera, z którym dzielnie walczą. Ja ... hmm można by powiedzieć, że w tym przypadku jestem samotnikiem. Zaczynając trening jestem tylko ja (słuchawki na uszach, pełne wyciszenie, skupienie, nikt mi nie przeszkadza), to ode mnie wszystko zależy. To ja jestem swoją motywacją. Miliony myśli w głowie, bijące się ze sobą. "Odpuść, po co to robisz, jesteś już zmęczona, wszystko Cię boli, już zrobiłaś wystarczająco", ale wtedy biorę głęboki oddech i robię jeszcze więcej, bo to ja jestem kowalem swojego losu w tym momencie. To ja będę miała wyrzuty sumienia jak czegoś nie zrobię. To wszystko później się odbije na moich efektach, bo może to jedno ostatnie powtórzenie będzie ważyło nad wynikiem mojej formy na koniec. Więc gdy pojawią się u was wątpliwości, to nie pozwólcie żeby one wami zawładnęły, bo może to będzie TEN DZIEŃ. Dzień od którego wszystko będzie zależało.
Podsumowując temat, bo trochę się rozpisałam. Stawiając sobie jakiś cel, powinniśmy od razu określić czy wchodzimy w to na 100%, bo sezonowe ćwiczenia nie mają sensu. Najważniejsza jest systematyczność. Znaleźć motywację, najlepiej w sobie, bo dzięki temu będziemy stawali się jeszcze lepsi nie tylko pod względem fizycznym, ale i psychicznym. Staniemy się silniejsi. To ukształtuje nasz charakter, waleczność. I najważniejsza rada .... nie uzależniajmy się od ludzi, którzy odpuszczając w swoich postanowieniach ciągną nas razem ze sobą na dół.
Jedyne co pozostaje mi do powiedzenia teraz to ...
Do boju FIGHTERZY !!!
i niech ten rok będzie rokiem wielkich zmian !!!

A teraz coś całkiem innego niż sportowy tryb życia. Ostatnio wybrałam się na zdjęcia z według mnie najlepszym fotografem. Obserwujcie ją na instagramie @_karowilk_ Dziękuję za zdjęcia !!! Zostawiam was z efektami końcowymi.












piątek, 1 stycznia 2016

Na dobry początek ...

Stało się. Rozpoczęliśmy nowy 2016 rok !!!
I co teraz ???
Hmm chyba czas rozpocząć swoje noworoczne postanowienia. Wiele obiecanek, przemyśleń, dużo energii na kolejny rok.
Może czas na szybkie podsumowanie poprzedniego roku ...
Wiele się wydarzyło. Dobrego, a także i tego złego. Dostałam dużą lekcję od życia i na pewno jej nie zmarnuję. Dowiedziałam się, że mam najlepszych przyjaciół, na których mogę zawsze polegać. Odzyskałam starą przyjaźń, która pomimo wszystkich kłótni jakie mieliśmy dalej była silna i zawsze trzymała nas razem. "Pozbyłam" się też osób, które niestety mnie stopowały i nie pozwalały działać, tłumiły mnie. Zrozumiałam także, że najważniejsza jest rodzina, której zawsze można ufać i która zawsze nam pomoże. A co najważniejsze ! Poznałam swoją wartość.
Jak wspominałam, że 2016 będzie mój, to nie myliłam się. Przynajmniej zrobię wszystko żeby tak było. Wam życzę tego samego. Żeby nic nas nie powstrzymywało przed spełnianiem swoich marzeń, celów, żeby piąć się w górę, rozwijać się. Zaufać sobie, że możemy osiągnąć wiele, pomimo różnych przeciwności, nie zwalniać tempa.
Pierwszy dzień nowego roku już na samym początku mnie zaskoczył. W końcu Wrocław nawiedziła zima. Wszędzie biało !!! Więc kochani zbieramy swoje zmęczone starym rokiem dupki i wychodzimy na dwór. Zacznijmy ten rok aktywnie !!!




wtorek, 29 grudnia 2015

Po co ? Dlaczego ?

Po co się uczymy, zdobywamy nową wiedzę ? Dlaczego ćwiczymy ? Co nam to da ? Jest nam to potrzebne ? A może ktoś nas do tego zmusza ? Robimy co nam każe ? Możliwe, że jest to nasza praca, albo po prostu sprawia nam to przyjemność ?
Pytań może być bardzo dużo, a odpowiedzi mogę się bardzo od siebie różnić, zależnie od osoby, która będzie odpowiadała.
Dzisiaj to ja odpowiem na te pytania, ale na początek mały wstęp.
Tak jak już zapowiadałam w poprzednim poście, nadejdą wielkie zmiany. Właśnie to jest ten czas !
Cofnijmy się kilka lat wstecz, kiedy to nie byłam tą samą osobą co jestem teraz. Zawsze powtarzałam, że ludzie się nie zmieniają. Przepraszam, myliłam się. Patrząc na dawną siebie i porównując do obecnej to mogę powiedzieć, że zrobiłam ogromny krok do przodu w samorozwoju. Ale to oczywiście nie jest jeszcze koniec, dalej będę dążyć do lepszej siebie. Nie przedłużając. Kiedyś byłam cichą, szarą myszką. Bardzo wstydliwą. Pozwalałam wszystkim sobą pomiatać. Głupie docinki ze strony rówieśników, były dla mnie bardzo krzywdzące, po czym często się załamywałam i traciłam wiarę w to co robię. I później zaczynałam od nowa. Tylko, że za każdym razem jak szłam do przodu o dwa kroki to cofałam się o pięć. Nie patrząc na błędy jakie zrobiłam, zapominając o tym. Idąc "do przodu" na ślepo, bez określonego celu. Natomiast dziś, w tym momencie gdzie się znajduję wiem co chcę zrobić, co osiągnąć i wiem, że nikt mi w tym nie przeszkodzi, nawet JA.
Pewnie jeszcze nie wiecie do czego próbuję nawiązać :) Spokojnie już tłumacze. Większość znajomych, rodziny pamięta mnie jako tą pulchniejszą dziewczynę z grubszymi nogami i większym tyłkiem niż wszyscy. Znajdą się też tacy co pamiętają Sandrę z wielką paczką chipsów w dłoni, albo nadgryzionym pączkiem. Od zawsze chciałam to zmienić. Powtarzałam, że schudnę, wezmę się  za siebie. Albo po prostu nic nie robiłam i tłumiłam smutki zajadając się czekoladą albo innymi kalorycznymi rzeczami. Bo wtedy jeszcze tak w siebie nie wierzyłam. Brałam sobie do serca jak ktoś mi mówił, że nie dam rady. Nie podejmowałam tej walki. Byłam wtedy przegrana. Moim wytłumaczeniem zawsze było, że to genetycznie tak jest i nie mogę zmienić swojego wyglądu, ale nie oszukujmy się, moja mama w moim wieku była bardzo szczupła, reszta rodziny także. Więc jedyne co musiałam zrobić to uwierzyć w siebie i zacząć działać. Tak jak w fizyce jest AKCJA, potem następuje REAKCJA. W tym przypadku jest tak samo, jeśli sami nie zaczniemy działać, nie wykonamy żadnego ruchu w tym kierunku, to nic się nie wydarzy.
Cały czas coś próbowałam, ale potem przestawałam, bo po prostu nie chciało mi się, brakowało mi tej motywacji, tej iskierki która zacznie płonąć coraz bardziej z każdym dniem.
Przed świętami już zaczęłam swoją dietę, wytrzymałam tydzień. Nie dlatego, że była ona aż tak rygorystyczna, ale dlatego, że jeszcze do końca  nie wiedziałam czy tego chce. DZIŚ JUŻ WIEM !
I nie robię tego dla kogoś. Nie po to żeby przypodobać się komuś, bo nie potrzebuje czyjejś aprobaty, bo to jest moja decyzja, to ja za nią odpowiadam. To ja oczekuje efektów. Przed sobą będę się spowiadała z każdego grzeszku i to ja potem będę go żałowała.
Więc mogę albo w to wejść w 100 % i dążyć do doskonałości, do której bardzo długa droga i nie będzie to łatwe, albo mogę na samym początku już się poddać.
Ja wybieram tą pierwsza opcję ! Bo mój obecny charakter nie pozwala na inną. Tak więc zaczynam walkę z samą sobą, ze swoimi słabościami.


DO BOJU !!!

Oczywiście Ci, którzy sprawdzają mojego bloga będą na bieżąco informowani co się dzieje i jakie są efekty. Więc jedynie mogę was zaprosić do śledzeni mojej strony.

A teraz trochę z mojego dnia ...







A tutaj już wcześniej przygotowane cztery posiłki na prawie cały dzień ...


czwartek, 24 grudnia 2015

Świąteczny czas

Więc tak. Dziś jest ten Wielki Dzień. Wigilia, na którą czekałam od bardzo dawna. W sumie pierwszy raz nie mogłam się aż tak doczekać. Wiecie dlaczego ? Bo spędzę ją w gronie bardzo skromnym, ale za to będą to osoby dla mnie najbliższe (mówię o rodzicach i siostrze). Cisza i spokój w domowym zaciszu. To są święta o których zawsze marzyłam. Ten okres kiedy jesteśmy już starsi i mamy już inne priorytety. Jak byliśmy dziećmi to najbardziej liczyło się dla nas to, że przyjdzie Święty Mikołaj i rozda nam prezenty, gdzie wcześniej trzeba było zaśpiewać jakąś znaną nam kolędę. Dziś jest inaczej, tak jak już rozmawiałam o tym z rodzicami, że prezenty według mnie to już tylko taka "niepotrzebna formalność". Dorosłam. Ciepło rodzinne, możliwość spotkania się, zjedzenia razem kolacji przy jednym stole, bez hałasu, jedynie melodie świąteczne przebijają się w tle. I najważniejsze ... rozmowa, swoje przeżycia, wspomnienia. Coś wspaniałego. Tak to są TE  święta !
To tak tylko na wstępie. Oczywiście do domu przyjechałam już dwa dni wcześniej, żeby pomóc w przygotowaniach do tego wielkiego dnia. Porządki, gotowanie, pieczenie. W końcu można było się wykazać, we wspaniałej kuchni w domu, a nie tej w akademiku ...
Od kilku dni w Naszym domu można było usłyszeć kolędy, od tych tradycyjnych melodii, kończąc na góralskich rytmach. Wreszcie poczułam tą MAGIĘ ŚWIĄT.
A dziś hmm ... mój dzisiejszy dzień był bardzo pracowity. Od rana jak wstałam i zjadłam śniadanie tak do godziny 13:30 nie wychodziłam z kuchni. Pierwszy raz w życiu robiłam krokiety ... Tak wiem, jestem mistrzem naleśników a krokietów nie robiła, no cóż zdarza się i najlepszym. Mogę jedynie się pochwalić, że wyszły mi idealne. Następnie poszłam na wigilijny trening a mianowicie godzinka biegu, potem szybko trzeba się ogarnąć i czas na jedzeeenieeee :)
A jakie mam przemyślenia ...
Mogę tylko powiedzieć, że rok 2016 będzie moim rokiem, to będzie czas wielkich zmian. W sumie zaczną się one już po świętach. No dobra zaczęłam je wcześniej, ale przez ostatni tydzień nie miałam na nic niestety czasu i to wszystko poszło się ...
Więc zacznę na nowo od razu po świętach. Dużo nie będę zdradzała, bo w sumie nie ma co. Teraz na blogu będę pojawiała się częściej w związku z moimi przyszłymi planami. Więcej oczywiście będzie na moim SNAPIE : BENDZINOWA. Więc spokojnie Misie Pysie, Wonska Gonska o was zawsze pamięta ! :)
A z okazji tych wspaniałych świąt ...
Chciałabym Wam życzyć spokoju ducha, standardowo szczęścia i radości.
Dużo motywacji, determinacji i siły do spełniania swoich największych marzeń.
Umiejętności wyciągania wniosków z naszych porażek, których życzę też żeby było ich jak najmniej oczywiście !!!
I aby te święta spędzić w gronie nam najbliższym.
WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI ! ;)

A teraz niech z tradycji stanie się zadość o 20 rodzinne oglądanie !!! Dziś na ekranie będzie film "Listy do M." 








niedziela, 22 listopada 2015

Should I give up ?

Co za ironia ... Zawsze każdemu powtarzałam, że nie powinno się rezygnować, że trzeba walczyć po to żeby osiągnąć swój wymarzony cel, spełnić swoje marzenia, zdobyć to czego pragniemy. Po prostu być szczęśliwym człowiekiem. A teraz ? Sama zaczynam mieć wątpliwości.
Są pewne sprawy, w których niestety podniesiona przez nas przysłowiowa rękawica sprawia nam za duży ból. Pochłania nas całkowicie do tego momentu, że aż niszczy nas od środka.
Spokojnie, nie odpuszczę treningów. To nie o tym temat. Nie ten post. to jest raczej sprawa emocjonalna, duchowa, w która zamieszane uczucia, na to niestety nie ma leku i nawet najcięższy trening nie oczyści wtedy umysłu. I nie, nie dopadła mnie jesienna chandra, to już było kilka tygodni wcześniej, minęło :).
Tutaj potwierdza się moja teoria z poprzedniego postu. Nigdy nie wchodź dwa razy do tej samej rzeki, bo sparzysz się jeszcze bardziej. Niestety nie posłuchałam się wielu osób. Tyle rad, tyle wskazówek. Może źle to rozegrałam, nie wiem. Albo tak po prostu musi być.
Może sama jestem sobie winna. Przez ostatni tydzień dużo się wydarzyło. Było kilka dobrych rzeczy, ale te złe także się przydarzyły. Standardowo w naturze jest po równo.
W TYCH sprawach już nie jestem tą samą Sandrą. Nie tą dziewczyną, której riposta powali niejedną osobę na kolana. Tutaj żaden dobry suchar nie poprawi humoru. Nawet SukaSandra nie daje rady.
Więc ... odpuszczam.



Na poprawę humoru powinna być tabliczka czekolady, albo siedem. Albo lody czekoladowe, pizza i chipsy. Niestety czekoladę odstawiam, tak samo jak słodycze i inne nie zdrowe jedzenie, czas najwyższy. Więc z genialnym pomysłem przyszła oczywiście moja kochana mama.
Dziś na deser ...
Pieczone jabłka z domową konfiturą !!!

Nie potrzeba do tego żadnej większej filozofii. Jedyne czego potrzebujesz to :
  • jabłka (ilość zależy od nas ile damy radę zjeść)
  • konfitura (smak zależy od nas), najlepiej żeby była lekko kwaskowata, ja wybrałam z borówki amerykańskiej domowej roboty


Wiec tak, jabłka myjemy i wydrążamy środek, ale nie do końca. Chodzi o to żeby spód jabłka nie został rozcięty. Wypełniamy puste miejsce konfiturą. Układamy w naczyniu żaroodpornym. Piekarnik wcześniej nagrzany do temperatury 170 stopni, góra-dół. Wkładamy do piekarnika na około 30 minut, ja piekłam 27 .


Wykładamy na talerzyk po upieczeniu i delektujemy się pysznym smakiem :)




niedziela, 8 listopada 2015

Temat rzeka

Przepraszam, że na tak długi czas zamilkłam, ale hmm nie mam nawet wytłumaczenia. Po prostu ostatnio dużo się dzieje w moim życiu. Ciężko mi to wszystko razem zorganizować w czasie, ale spokojnie dalej tutaj jestem z wami :)
Z takich najświeższych nowinek to napisałam się już na siłownię we Wrocławiu. Zaczynam wracać w końcu do formy bo przez ostatni miesiąc nie trenowałam tak sumiennie jak kiedyś. Ale wszystko jest do nadrobienia. Nowe cele postawione, więc trzeba tylko działać!
Dzisiejszy temat jest wszystkim znany, ale także nawiązuje do tego co ostatnio się u mnie dzieje.
Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy to tej samej rzeki. Skoro już raz się podtopiliśmy w niej to po co znowu próbować ?
Często jednak nie myślimy o tym i powielamy nasze błędy. Dlaczego ? Nikt nie wie, a przynajmniej ja nie mam pojęcia. Głupota ludzka nie zna granic.
Jeśli chcemy się dowiedzieć jak działa nasz mózg od strony anatomii człowieka wystarczy, że przeczytamy odpowiednie książki. A jeśli chcemy wiedzieć dlaczego podejmujemy takie decyzje a nie inne ... #whoknows ?! Jeśli wymyślę dlaczego, to na pewno to opublikuję, nawet książkę wydam. Ale na chwilę obecną zostaje nam tylko pogodzenie się z konsekwencjami, którym będziemy musieli stawić czoła.
Bardzo dobrze wiemy, że to jest złe zanim wykonamy jakikolwiek krok w tym działaniu. Są także takie sytuacje, że wszyscy przyjaciele, znajomi mówią nam, że nie powinniśmy tego robić, a my i tak na przekór wszystkim "wchodzimy w to ". Ale przyjaciele są po to żeby nas wspierać, więc zawsze możemy liczyć na ich słowa otuchy ... "A NIE MÓWIŁAM/EM ?! "
Ostatnia sprawa ...
Są takie sytuacje, że wcale nie jesteśmy tego świadomi. Chodzi mi o to, że małymi kroczkami decydując się na małe rzeczy powoli znowu się w to wkręcamy. Niestety ostatecznie budzimy się z przysłowiową "ręką w nocniku" i idąc dalszym tropem znajdujemy się w wielkim #gónwie (xd). Którego ciężko się pozbyć, bo już za bardzo się w to wszystko zaangażowaliśmy.
Jak sobie z tym wszystkim poradzić ?
Mały poradnik zanim cokolwiek zdecydujesz

"Jak nie wdepnąć w bagno po raz kolejny" 
  1. Słuchaj przyjaciół, rodziny. Oni nigdy nie chcą źle dla Ciebie !!! Jeśli mówi Ci to więcej niż 2-3 osoby, to rzeczywiście musi coś być na rzeczy.
  2. Zasada "może będzie inaczej" NIE ZADZIAŁA. Ludzie się nie zmieniają, będzie tak jak za pierwszym razem, nawet jeśli będziesz miał/a inne wrażenie to ... mylisz się. Otwórz oczy szerzej to dostrzeżesz to w odpowiednim czasie.
  3. Ostatnie .... najważniejsze. Nigdy nie podejmuj żadnych decyzji, których wcześniej nie przemyślisz, bo to może być już potem decyzja na całe życie. Daj sobie czas, nawet jeśli go nie masz to i tak przemyśl to jeszcze ze dwa razy.
Całe szczęście, że Wrocław jest taki piękny, zwłaszcza jesienią to jest gdzie pójść, odświeżyć umysł i pomyśleć. 
Zadanie na jutro ! Wyjdź z domu, przejdź się, przewietrz umysł, zaczerpnij świeżego powietrza. Na dworze lepiej się myśli niż w domu, leżąc w łóżku. Zostawiam was teraz z pięknym Wrocławiem. Następny post już z przepisem.
Tak o dzisiaj rzecze Wonska Gonska ! :)





Dobranoc wszystkim  !!! :)



wtorek, 13 października 2015

Bardzo dużo i jeszcze wiecej

Niestety Wonska Gonska musiała na jakiś czas trochę ucichnąć. Wiele rzeczy się wydarzyło, tych dobrych lecz tych złych także. Coś się skończyło, a coś innego zaczęło. Tak jak i nasza złota jesień. Zaczęło być mroźno, jeszcze trochę i będzie pełno śniegu wszędzie. To tak odbiegając od tematu trochę.
Nowy post, więc też czas na rozważania #wonskiejgonskiej. Mianowicie dzisiaj w temacie będą uczucia, emocje i reszta pierdół.
Czy warto okazywać jakiekolwiek emocje ? Pokazywać co aktualnie czujemy, czy lepiej przybrać maskę "nic się nie stało, jest ok" ?
Zawsze zadaję sobie to pytanie przed jakimkolwiek działaniem, ale zawsze emocje wygrywają. Okazujemy swoją słabość przez to. Jak ten cały mechanizm działa ? Przecież nieraz próbowaliśmy powstrzymać łzy, radość, albo nawet i złość bo wiedzieliśmy, że to będzie miało negatywne skutki dla nas. A jak to jest z troską o drugą osobę ... Nawet jeśli pozbyliśmy się tej drugiej osoby z naszego życia to wciąż o niej myślimy, martwimy się, chcemy wiedzieć co u niej. Lecz coś w głębi nas podpowiada nam, że to jest czas żeby zapomnieć. Trochę czasu pewnie minie nim do tego dojdzie, ale trudno tak już jest. Niektórzy mówią, że to mija po połowie tego czasu jak się znaliście. Czyli jeśli znałaś kogoś rok, to minie pół roku, a jeśli 3 miesiące, to minie 1,5 miesiąca.... Ale to jest tylko gdybanie, wymyślanie jakiegoś głupiego wytłumaczenia, dlaczego nie możemy zapomnieć.
Często izolujemy się od tej drugiej osoby w trosce o nią, bo znamy siebie , wiemy jacy jesteśmy. Może się mylimy i to akurat nie pomoże,  tylko pogorszy relację #lifesucks ...
Nie rozumiem czasami myślenia innych, a swojego już tym bardziej...
Dlaczego nasz mózg tak działa, dlaczego takie decyzje podejmujemy. Kierujemy się rozsądkiem. Boimy się próbować, zaryzykować chociaż raz, może się uda. Nigdy się nie dowiemy dopóki nie spróbujemy. Człowiek został stworzony do popełniania złych decyzji, po to żeby uczyć się na nich, to właśnie one nas kształtują. Dzięki nim stajemy się lepsi. Poznajemy przez to siebie, swoje słabości.

Morał ? Nie możemy bać się podjąć tego ryzyka, pokazujmy co tak naprawdę czujemy, wtedy ludzie nas lepiej poznają, a w szczególności my uczymy się siebie. Szczęście czasami jest bliżej niż nam się wydaje.

Tym razem niestety bez przepisu, co nie oznacza, że się obijam ze zdrowym jedzeniem :)
#helfifud zawsze w menu Wonskiej Gonskiej. Chociaż przez ostatnie kilka dni złapało mnie jesienno-zimowe przeziębienie, co oznacza gorączkę ponad 39 stopni. Niestety, złego diabli nie biora, więc wyzdrowiałam :)




środa, 23 września 2015

Wielkie przebudzenie !!!

To znowu JA. Wracam do was z dodatkową energią na kolejne posty !
Ostatnio dawno nic nie napisałam, ani żadnego przepisu nie wrzuciłam i jest mi z tym okropnie źle, ale oczywiście nie zapomniałam o was.
Dzisiaj może nie będzie żadnych wywodów, przemyśleń czy rozterek życiowych Wonskiej Gonskiej. Ale za to będzie przepis !!!
Ale to za chwilę...
Musze to ogłosić, bo strasznie się ciesze, że ten dzień się zbliża.
Pisze do was w przerwie pakowania swoich gratów. TAK ! Przyszedł ten czas, że trzeba wrócić do Wrocławia i w końcu zacząć żyć tamtym miastem, gdzie cały dzień mija w ciągu godziny. Zostawię Wałcz na jakiś czas, będę tęsknić, ale przecież ile można "ładować te baterie" ?! Co za dużo to nie zdrowo ! :)
Aktualnie mój pokój wygląda jak po wybuchu bomby atomowej. Czasu coraz mniej, bo już w piątek ruszam w drogę.
Trzymajcie kciuki, żebym niczego nie zapomniała zabrać ze sobą !!!

A tymczasem zostawiam was z przepisem, który niestety nie jest mój autorski i nie jest aż tak bardzo #healthy, ale jeden kawałek ciasta ma około 168 kcal, więc chyba nie jest tak źle.

Ciasto budyniowo-gruszkowe

Jak to pewna osoba powiedziała "Wygląd jak obietnica ciepłego lata". Jest mega w smaku, wszystkim co próbowali bardzo smakuje, jest też opcja, ze można je zrobić tak samo tylko gruszki zastąpić jabłkami, ale ten wybór należy już do was.

Składniki wystarczają na blaszkę 25/25 cm (można oczywiście zwiększyć porcję)
  • 2 szkl. mąki pszennej
  • 1 jajo
  • 150 g masła
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżka jogurtu (ja użyłam typu greckiego, może być też naturalny)
  • garść bułki tartej
  • 5-6 gruszek/jabłek
  • 2 budynie śmietankowe/waniliowe bez cukru (ja wybrałam śmietankowy)
  • 750 ml mleka (wybrałam 1,5% tłuszczu)
  • 1/2 szkl. cukru do ciasta + 4 łyżki do budyniu
  • cukier puder do posypania ciasta
  1. Z mąki, 1/2 szkl. cukru, jajka, masła, proszku do pieczenia, jogurtu zagniatamy ciasto. 1/3 ciasta wkładamy do zamrażarki, resztę chowamy do lodówki, żeby się schłodziło (ok. godzinka)
  2. W międzyczasie gruszki/jabłka obieramy, wydrążamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę.
  3. 650 ml mleka zagotowujemy z 4 łyżkami cukru, w 100 ml rozrabiamy budynie. Wlewamy na gotujące się mleko i mieszamy do zgęstnienia.
  4. Ciasto z lodówki rozwałkujemy i wykładamy do natłuszczonej blachy, najlepiej, by ciasto zachodziło na boki blaszki. Ciasto posypujemy bułka tartą, wysypujemy na nie gruszki i zalewamy ciepłym budyniem. Wierzch posypujemy tym ciastem z zamrażarki startym na tarce o grubych oczkach.
  5. Ciasto pieczemy w 160 stopniach przez ok. 50 minut do zarumienienia się. Gotowe ciasto posypujemy cukrem pudrem.



SMACZNEGO !!!